Niemieckie capriccios

Ernst Jünger, niemiecki pisarz, nacjonalista, w czasie II wojny światowej oficer Wehrmachtu, stacjonował głównie w Paryżu, obracając się wśród paryskich sfer intelektualnych, ale pilnie odnotowywał również relacje swoich przyjaciół z ich przeżyć na froncie wschodnim. W jednej z nich (określa je, a jakże, eleganckim słowem capriccios) opisuje zimę na wschodnim froncie: „Na drogach dowozu widzi się trupy, po których przejechały tysiące czołgów, zgniatając je w końcu na cienką blachę. Maszeruje się po nich jak po kalkomanii albo po sylwetkach, których odbicie widać w lśniącej, lodowatej głębi nawierzchni”.

Nie jest to metafora. Przed wielu laty, czytając zapiski jakiegoś anonimowego niemieckiego żołnierza, wynotowałem zdanie: „zlodowaciałe drogi pokryte gdzieniegdzie lekką warstewką śniegu, spod którego przebijały spłaszczone, zwalcowane przez gąsienice ciężkich pojazdów sylwetki ludzi, niczym pokracznie zdeformowane owady uwięzione w mroźnym bursztynie”.

Kim jesteśmy, jeżeli ujrzawszy takie „capriccios” możemy jeszcze potem żyć, pić wino, wierzyć w Boga, płodzić dzieci? Czy nie ma takiego doświadczenia, które nas unicestwia ostatecznie i nieodwołalnie? Czy nie ma takiej granicy poza którą nie istnieje już nie tylko normalne, ale jakiekolwiek życie?

Dziennik norymberski

G. M. Gilbert, Dziennik norymberski. Gilbert pełnił w więzieniu w Norymberdze funkcję psychologa. Odnotowuje on, że 11 grudnia 1945 roku sąd zdecydował, by pokazać oskarżonym ich własne filmy z czasu dojścia do władzy. Filmy ukazywały m. in. przemówienia Hitlera, Goebbelsa, Hessa, Rosenberga, defilady rosnącego w siłę Wehrmachtu, sieg heil, histerię wiwatujących tłumów itp. Gilbert rzeczowo relacjonuje reakcje niemieckich zbrodniarzy. Cytuje również słowa, wypowiedziane wówczas przez Göringa: „naród niemiecki podźwignie się znowu – nie zdołacie go powstrzymać”. Hess dodał od siebie, że to, co dzieje się obecnie to jedynie faza przejściowa – proszę tylko poczekać dwadzieścia lat. Nie mylili się zbyt wiele, prawda?