Jeszcze Cioran

Cioran w Zeszytach: Zło polega na gromadzeniu, posiadaniu. W tym przynajmniej względzie los mnie uchronił. Każdy, kto rozporządza jakimiś dobrami, przestaje być sobą, zwłaszcza jeśli sam je był zgromadził, bo przywiąże się do nich o wiele bardziej, niż gdyby otrzymał je w spadku, a to wskutek trudu i trosk, które go kosztowały. Trwoni się fortuny odziedziczone, nie zaś nabyte. Spójrzcie tylko na gęby tych, którym się powiodło, chcę powiedzieć, którzy się natrudzili. Nie zobaczycie na nich ani cienia litości. Są z tego samego tworzywa co wrogowie.

I myśl Antoine`a de Rivarol, która znakomicie to uzupełnia: Te same zdolności, które ułatwiają ludziom zdobycie majątku, stają się przeszkodą w jego używaniu.

Emil Cioran

Czytam „Zeszyty” Emila Ciorana i z każdą stroną rośnie mój podziw i szacunek nie tylko dla jego pisarstwa, ale i tego, kim był. Otwierając tę niemal 1000 stronicową książkę byłem przekonany, że ugrzęznę w czymś w rodzaju dziennika intymnego i będę musiał wąchać przepocone skarpetki autora, dzielić jego niepowodzenia seksualne, trudne dzieciństwo, poczucie krzywdy i jego dramatyczne relacje z kochankami. Ale „Zeszyty” nie są, na szczęście, dziennikiem intymnym. Dziennik intymny jest wynalazkiem pisarzy nowożytnych. Cioran do nich nie należy. Nie ma tam ani słowa o Simone Boué, trudnym dzieciństwie czy podartych i przepoconych skarpetkach. Cioran jest jak Wergilusz, Dante, Homer czy Szekspir. Jak oni nie pisze dziennika. Jak oni przedstawia życie w akcji, w doświadczeniu.

Emil Cioran

Cioran w „Zeszytach” słusznie zauważa, że „starożytni politycy otaczali się chętnie filozofami, a współcześni wolą przestawać z dziennikarzami”. Czyżby brakowało nam filozofów? Nie, powód jest banalny – starożytni politycy musieli dotrzeć do oświeconych, co wymagało pewnych zachodów, współcześni zaś starają się jedynie o względy tłumu, a któż, jeżeli nie dziennikarz, rzecznik tłumu, może im to równie skutecznie załatwić?