Albo – albo

Nigdy jeszcze nie okazywaliśmy tyle chorego zainteresowania i przesadnej czułości dla wszelkiego rodzaju niższych form życia jak obecnie. Los eugleny zielonej, pandy czy królika obchodzi nas bardziej niż los innych ludzi. O czym to świadczy? Czyżby o naszym humanitaryzmie, jak uważają niektórzy? A może raczej o tym, że ze zdobywców staliśmy się ofiarami, że czujemy się słabi i strachliwi, a broniąc i ochraniając to, co słabe, dajemy wyraźny sygnał, iż – przeczuwając już naszą własną przyszłość – sami chcemy być  traktowani ulgowo, chronieni jak norki, pandy, żaby czy krokusy? Nasza obecna troska o zwierzęta jest w istocie troską o nas samych. Asekuracja. Wiemy już, że pewnego dnia zostaniemy zjedzeni i chcielibyśmy temu zapobiec tworząc nowe, życzliwe nam prawa. Życie nie rządzi się jednak zasadą litości. Albo jesteś silny i zjadasz innych albo jesteś słaby i jesteś zjadany przez innych. Nie ma innej alternatywy. Nigdy nie było.