Temat na fascynującą powieść historyczną. Baktria. Starożytna, grecka nazwa krainy położonej współcześnie w północnym Afganistanie i na południowym pograniczu Turkmenistanu, Uzbekistanu i Tadżykistanu. Jej stolicą była Baktra, obecnie Balch. Baktria leżała pomiędzy górami Hindukusz oraz rzeką Amu-Daria, która dawniej nosiła nazwę Oksus. To tutaj Aleksander Macedoński poślubił Roksanę, córkę miejscowego arystokraty Oxyartesa. Przed dalszą wyprawą do Indii Aleksander pozostawił w Baktrii dość liczne siły okupacyjne, złożone z greckich najemników i macedońskich weteranów, głównie tych niezadowolonych, a były ich tysiące, bowiem nie wszyscy chcieli iść na koniec świata. Nowi osadnicy zmuszeni byli żyć wśród ludów, które nigdy wcześniej nie miały kontaktu z Grekami, w naprędce zbudowanych fortach i posterunkach, w dzikim i obcym im terenie, bez jakichkolwiek wygód. Podobno w 325 roku p.n.e., na samą pogłoskę o śmierci Aleksandra w Indiach, kilka tysięcy tych osadników porzuciło swoje placówki i ruszyło w drogę do domu. Nie wiemy, ilu z nich zdołało dotrzeć do celu, ale prawie natychmiast po faktycznej śmierci Aleksandra wyruszyła druga fala, większa, bo licząca ponad dwadzieścia tysięcy ludzi. Szli na zachód wzdłuż Amu-Darii, a następnie późniejszą trasą Jedwabnego Szlaku do Mezopotamii. Mieli przed sobą trasę pięciu tysięcy kilometrów. Powracających do domów najemników ówczesna oficjalna propaganda przedstawiała jako wyjątkowo groźnych i niebezpiecznych: ich jedynym celem miało być dotarcie do domów z bogatym łupem, zdobywanym na terenach, które przemierzali. Satrapa Pejton w roku 323 otrzymał zadanie zajęcia się tym problemem. W opinii Perdikkasa, faktycznego regenta państwa po śmierci Aleksandra, byli pospolitymi dezerterami, których należało przykładnie ukarać. Greckie oddziały Pejtona dokonały wówczas masakry tysięcy ich powracających rodaków. Jeżeli niektórym z nich udało się mimo tego powrócić, to w porównaniu z ich wędrówką marsz opisany przez Ksenofonta w Anabazie byłby zaledwie spacerkiem po gęstym lesie. Niestety, to zdarzenie nie miało swego Ksenofonta.