Droga do Indii

Wielki marsz na wschód wojsk Aleksandra Macedońskiego trwał 8 lat. Pieszo pokonali ponad 20 tys. kilometrów po górach, stepach, równinach, pustyniach i bezdrożach Azji południowej zanim dotarli do Indii. Po drodze walczyli, zdobywali pożywienie, zakładali miasta, zawierali sojusze, produkowali broń i, by pokonać rzeki, budowali statki i mosty. Jesteśmy w stanie to skonstatować, ale czy jesteśmy w stanie wyobrazić to sobie? Żyjemy w czasach, gdy lot z Aten do Bombaju zajmuje tylko nieco ponad siedem godzin, nasza przestrzeń jest inna, nasz czas jest inny. A teraz pomyślmy o tym, że żołnierze Aleksandra wcale nie zdążali do Indii. Indie nie były ich celem. Przez 8 lat, walcząc i ginąc, wędrowali prowadzeni czyimś marzeniem, by dotrzeć do końca znanego świata. Aleksander Macedoński zapowiada Magellana, Vasco da Gamę, Kolumba – jest tyleż wodzem, co odkrywcą.

Głupi jak polska pisarka

W Olsztynie rozpoczął się w tych dniach Campus Polska Przyszłości. Pierwszy gość tej imprezy, polska pisarka i znana patoweganka, Olga Tokarczuk natychmiast popisała się błyskotliwym spostrzeżeniem w jej stylu: „W Indiach mieszka 800 mln ludzi, którzy nie jedzą mięsa i właśnie wylądowali na Księżycu, więc widać, że można żyć bez mięsa”.

Zdumiewające, że nikt dotąd nie poinformował p. Tokarczuk, że Chińczyków jest prawie półtora miliarda i oni również wylądowali na Księżycu i, co zabawniejsze, Chińczycy jedzą mięso, każde mięso, więc – posługując się logiką naszej noblistki – widać aż nadto wyraźnie, że jednak nie można żyć bez mięsa. Istnieje mocno krzywdzące tenorów powiedzenie „głupi jak tenor”, ale sądzę, że zdecydowanie słuszniej byłoby zastąpić je powiedzeniem: „głupi jak polska pisarka”.

Thomas Coryat

Ciekawa, zapomniana postać. Thomas Coryat, urodzony w drugiej połowie 16-go wieku, w Crewkerne, Somerset. W 1608 udał się w pięciomiesięczną podróż edukacyjną po zachodniej Europie, odwiedzając tereny dzisiejszej Francji, Włoch, Niemiec, Holandii i Szwajcarii. Swoje wspomnienia spisał następnie w Coryat’s Crudities: Hastily gobled up in Five Moneth’s Travels. Zawarł w tej pracy sporo bystrych obserwacji o działalności tzw. szkoły weneckiej, jednego z najbardziej postępowych ruchów muzycznych w ówczesnej Europie, ale także o zwyczaju używania widelca w czasie jedzenia, zaobserwowanym we Włoszech, dokładny opis parasola i pełną historię Wilhelma Tella, dotychczas w Anglii nieznaną. Wyprawę odbył w większej części pieszo, a po powrocie swoje obuwie powiesił w kościele w Odcombe, gdzie pastorem był jego ojciec. Podczas kolejnej podróży zwiedził Palestynę, Grecję, Turcję z Konstantynopolem, Mezopotamię i Persję, docierając w końcu do Indii Wielkich Mongołów. Zmarł na dyzenterię w Suracie w 1617 roku.

Coryat był protoplastą słynnych Grand Tour, podróży w jakie wyruszali młodzi arystokraci i intelektualiści europejscy, by dokształcić się, zdobyć wiedzy o świecie i kulturze, poszerzyć swoje horyzonty myślowe, wyrobić gust artystyczny i nabrać dobrych manier. Grand Tour stał się potem niemal podstawą edukacji młodych Anglików z wyższych klas aż po schyłek XIX wieku.

Katabaza

Temat na fascynującą powieść historyczną. Baktria. Starożytna, grecka nazwa krainy położonej współcześnie w północnym Afganistanie i na południowym pograniczu Turkmenistanu, Uzbekistanu i Tadżykistanu. Jej stolicą była Baktra, obecnie Balch. Baktria leżała pomiędzy górami Hindukusz oraz rzeką Amu-Daria, która dawniej nosiła nazwę Oksus. To tutaj Aleksander Macedoński poślubił Roksanę, córkę miejscowego arystokraty Oxyartesa. Przed dalszą wyprawą do Indii Aleksander pozostawił w Baktrii dość liczne siły okupacyjne, złożone z greckich najemników i macedońskich weteranów, głównie tych niezadowolonych, a były ich tysiące, bowiem nie wszyscy chcieli iść na koniec świata. Nowi osadnicy zmuszeni byli żyć wśród ludów, które nigdy wcześniej nie miały kontaktu z Grekami, w naprędce zbudowanych fortach i posterunkach, w dzikim i obcym im terenie, bez jakichkolwiek wygód. Podobno w 325 roku p.n.e., na samą pogłoskę o śmierci Aleksandra w Indiach, kilka tysięcy tych osadników porzuciło swoje placówki i ruszyło w drogę do domu. Nie wiemy, ilu z nich zdołało dotrzeć do celu, ale prawie natychmiast po faktycznej śmierci Aleksandra wyruszyła druga fala, większa, bo licząca ponad dwadzieścia tysięcy ludzi. Szli na zachód wzdłuż Amu-Darii, a następnie późniejszą trasą Jedwabnego Szlaku do Mezopotamii. Mieli przed sobą trasę pięciu tysięcy kilometrów. Powracających do domów najemników ówczesna oficjalna propaganda przedstawiała jako wyjątkowo groźnych i niebezpiecznych: ich jedynym celem miało być dotarcie do domów z bogatym łupem, zdobywanym na terenach, które przemierzali. Satrapa Pejton w roku 323 otrzymał zadanie zajęcia się tym problemem. W opinii Perdikkasa, faktycznego regenta państwa po śmierci Aleksandra, byli pospolitymi dezerterami, których należało przykładnie ukarać. Greckie oddziały Pejtona dokonały wówczas masakry tysięcy ich powracających rodaków. Jeżeli niektórym z nich udało się mimo tego powrócić, to w porównaniu z ich wędrówką marsz opisany przez Ksenofonta w Anabazie byłby zaledwie spacerkiem po gęstym lesie. Niestety, to zdarzenie nie miało swego Ksenofonta.

Lampa Aladyna

Nasz „oświecony” XXI wiek. W Indiach aresztowano dwóch mężczyzn podejrzanych o sprzedaż lampy Aladyna oraz przywołanie fałszywego dżinna, ducha zaklętego w lampie. Fałszywą lampę Aladyna zakupił lekarz ze stanu Uttar Pradesh, płacąc 7 mln rupii, czyli sumę około 370 tysięcy złotych. Kiedy stwierdził, że lampa nie ma żadnych magicznych właściwości, zgłosił ten fakt na policję. Podobno nie był to odosobniony przypadek.

Wanaprastha

W starożytnych Indiach, analogicznie do podziału społeczeństwa na cztery klasy, dzielono życie jednostki na cztery okresy. W trzecim okresie należało rozpocząć wanaprastha, pustelnicze życie. Europejskie średniowiecze proponowało klasztor.

A czym my możemy obronić się przed natarczywością świata? Gdzie my możemy uciec, gdy dochodzimy do punktu w którym banalność i ograniczoność ludzkich przeżyć zaczynają ciążyć, gdy ich schematyczność i tępota zaczynają nas przyprawiają o mdłości, a szaleństwo tego świata, popychanego wciąż w to samo szambo władzy, religii i pieniądza podpowiadają potrzebę ucieczki. Gdzie możemy uciec? Dokąd? W co? Czy jest jeszcze takie miejsce, taka dziedzina życia, której nie zdążyliśmy sprostytuować do reszty? Przyszły Mojżesz będzie prawdopodobnie otępiałym, głuchym wrakiem, z gumą do żucia w nieskazitelnie zdrowych zębach, na monstrualnej górze śmieci.

Obsesja muru

Słuszna uwaga Ryszarda Kapuścińskiego o tym, że prawie wszystkie cywilizacje naszego świata miały charakter introwertyczny. Były zamknięte w sobie, skierowane do wewnątrz, mizantropijne i autystyczne, doskonale nieciekawe tego, co rozciągało się poza nimi. Czyniły wszystko, by zamknąć w swoim własnym kręgu. Indie, Chiny z ich obsesją muru, Inkowie czy Majowie, czy choćby Birma, która jeszcze w XVIII wieku była krajem niemal bezprzykładnie odciętym od świata, mimo dwutysiącletniej historii. Jej władcy i warstwy panujące miały głębokie poczucie wyższości nad resztą „barbarzyńskiego otoczenia”, nie uznawali istnienia jakichkolwiek cudzoziemców, nie utrzymywali żadnych stosunków dyplomatycznych i nie byli skłonni przyjąć do wiadomości, że inni mogą mieć jakieś prawa. Nie widziano też żadnej potrzeby uczenia się czegokolwiek lub poznawania.

Tylko nasza cywilizacja, cywilizacja europejska od początku była ekstrawertyczna, otwarta na świat i nieskończenie tego świata ciekawa. To my, „zarozumiali i butni” Europejczycy, uczyliśmy się od innych, przyjmowaliśy nowe zwyczaje, asymilowaliśmy nowe kultury, katalogowaliśmy i opisywaliśmy świat i to my nadaliśmy mu nazwy i kształt.