Kalesony

Jeszcze do niedawna panował w naszej kulturze zwyczaj uprawiania pewnych czynności, uznawanych za mniej czy bardziej intymne i prywatne, poza wzrokiem osób postronnych. W miejscach publicznych – ulica, kawiarnia, plaża, restauracja, teatr – ostentacja uznawana była za niestosowną lub nawet naganną i nierzadko spotykała się z otwartym potępieniem. W przestrzeni publicznej obowiązywała bowiem zasada okazywania szacunku tym, z którymi tę przestrzeń dzieliliśmy. Obecnie znów wracamy do epoki zachowań jaskiniowych – ludzie jedzą na ulicy, plują, rozbierają się, dyskutują swoje prywatne sprawy, drapią się po tyłku, przeklinają, wystawiają na widok swoje kalectwo, w tym także głupotę, załatwiają swoje potrzeby naturalne na ulicy, spółkują, manifestują swoje preferencje seksualne, krzyczą w słuchawkę telefonu o swoich osobistych problemach i upodobaniach, traktują przestrzeń publiczną jak swoją własną, całkowicie prywatną domenę w której, poza nimi, nie istnieje absolutnie nikt. Gdyby ktoś chciał to uzasadnić argumentem, że obecnie zachowujemy się naturalnie, przypominam słynne słowa Woltera: Mon cul est bien dans la nature, et cependant je porte des culottes. Co znaczy: Mój zadek jest z pewnością częścią natury, a jednak noszę kalesony. Obyczajowe kalesony także były niezłym rozwiązaniem.