Głos i starość

Swoją własną starość odkrywamy nie tyle w naszych zmarszczkach, siwych włosach, wiotkiej skórze czy w trudnościach z poruszaniem się – te bowiem z różnych przyczyn mogą pojawiać się i wcześniej – co w naszym głosie. Głos zapowiada starość nieodwołalnie. Teraz, kiedy sam wchodzę w ten okres, nagle zaczynam to postrzegać. Dociera do mnie, że ludzie starzy mówią znacznie wolniej, ciszej, na wydechu, że często, choć nie zawsze, towarzyszy temu osobliwa chrypka. Zaczynam zwracać uwagę na zmiany w skali ich głosu – także i mego głosu – który u mężczyzn staje się wyższy, u kobiet niższy, i słyszę wyraźniej, kiedy czyjaś mowa słabnie, gdy zaczyna pojawiać się w niej bardzo szczególna szorstkość, a głos, szybciej ulegając zmęczeniu, traci barwę i matowieje.

Starzy ludzie milczą chętniej wcale nie z tego powodu, że milczenie jest złotem, ale dlatego, że mówienie wymaga od nich coraz większej energii. Po sześćdziesiątym roku życia obniża się napięcie mięśniowe, traci się elastyczność płuc i spada też ich pojemność – układ oddechowy słabnie, zmniejsza się jego wydolność, a więc i siła wydechu w trakcie mówienia. Aby mówić, trzeba mieć siły. Mówienie jest energochłonne. Starość milczy nie z powodu mądrości, lecz z braku sił.

Gdy spada ciśnienie wewnątrzustne, wówczas zaczynają w naszej mowie zanikać samogłoski. Zmiany hormonalne, pojawiające się w tym okresie, powodują stopniowe sztywnienie krtani. Fałdy głosowe i kierujące nimi mięśnie ulegają atrofii, zanika ich elastyczność, zaczynają być cieńsze, struny głosowe tracą jędrność. Kolagen fałd strun głosowych zastyga, otaczające go włókna zanikają i rozkładają się, a chrząstki krtani zmniejszają swój rozmiar i wagę. Praca oddechem jest inna, gdy stajemy się starzy. Wtedy oszczędzamy każdy oddech, chwytamy go łapczywie i pozbywamy się niechętnie. Głos najskuteczniej demaskuje starość. Instynktownie wyczuwają to ludzie młodzi i dzieci.