Pacyfizm

Alain Finkielkraut zauważył gdzieś słusznie, że w pacyfizmie niedojrzałość triumfuje na każdym polu. I nie można tego wyrazić trafniej. Sprzeciwiać się wojnom, mając nadzieję, że i bez tego pojawi się jakieś tam rozwiązanie? Sprzeciwiać się ingerencji, jak w przypadku prób obalenia krwawego dyktatora, i ignorować, że ludziom skazanym na jego okrucieństwo dzieje się krzywda? W naszej starej i zgrzybiałej Europie wszystkie szlachetne porywy pacyfizmu kończą się zresztą tym samym: prymitywnym antyamerykanizmem, dzięki czemu mordercy typu Chomeini, Saddam Husajn, Kadafi, Mobutu czy Putin są życzliwiej widziani niż legalne i demokratyczne wybrane władze Stanów Zjednoczonych. W Polsce, zwłaszcza wśród tzw. „oświeconych”, dokładnie to samo. Stajemy się nędzną populacją. To beznadziejne i żałosne.