Taoiści i proch

Nieśmiertelność to nasze prastare marzenie. Z zapałem śnili o niej również taoistyczni mnisi i nie poprzestawali na snach, próbując to osiągnąć na różne sposoby – głównie przez rozliczne praktyki ascetyczne, dietetyczne, oddechowe oraz seksualne, a kiedy i to nie przynosiło pożądanych rezultatów, przez eksperymenty z różnymi eliksirami. Receptura prochu jest właśnie ubocznym produktem ich marzeń o wieczności. Alchemicy taoistyczni dokonali tego prawdopodobnie już w okresie późnej dynastii Tang, ale proch w tej pierwotnej, taoistycznej wersji nie posiadał jeszcze właściwości wybuchowych. „Niedopatrzenie” to szybko zostało naprawione. Pierwszy znany i udokumentowany przypadek użycia artylerii z wykorzystaniem prochu miał miejsce już w 1132 r., gdy generał chiński Han Shizhong oblegał i zdobył miasto w prowincji Fujian.

Wąż wyrusza w pościg za swoim ogonem. Strzała raz wprawiona w ruch nie ustaje nim dosięgnie celu. To, co zaczęło się marzeniem o nieśmiertelności, z chytrością Proteusza zmienia teraz swoją postać przekształcając się w śmiercionośną broń, która przez kolejne wieki, niestrudzenie ścigając sen o nieśmiertelności, wedrze się aż do jądra atomu, przemieniając marzenie o wiecznym trwaniu w sen o totalnej zagładzie. To, co zbieżne jest w marszu, zbiega się potem we wspólnym celu. Ilekroć spotykają się dwaj nieznani jeźdźcy, a siły, które ich niosą, są różne, wówczas jeden z nich, po dotarciu do drzewa figowego, niszczy drugiego, nim sam wedrze się na pustynię – pisał Lezama Lima w Preludium do er wyobraźni. Wszystko, co wyśnimy, prędzej czy później zaczyna żyć swoim własnym życiem i zdąża na spotkanie celów, które zawsze wykraczają poza nasze sny.