Julian Apostata Dmitrija Mereżkowskiego. Jedna z moich pierwszych książek. Zawierając z nią przyjaźń mogłem mieć dziesięć, najwyżej jedenaście lat. Egzemplarz był pożółkły, stary, postrzępiony, nadpalony na brzegach, bez obwolut i karty tytułowej, bez kilku stron w środku, prawdziwy weteran, który – choć mocno okaleczony i zdewastowany – jakimś cudem uszedł z życiem z pożogi dziejów. Zdobyłem tę książkę metodą stosowaną od tysięcy lat, przez barter, czyli wymianę dóbr – koledze, który dyskretnie usunął ją z biblioteczki swego ojca, oddałem szpadę, mocno przerdzewiałą, ale ze świetnie zachowaną tarczką ochronną. Gdzieś, ale nie pamiętam już gdzie, znalazłem potem informację, że została wydana w roku 1928 we Lwowie, nakładem księgarni Maksymiliana Bodeka. Nie był to więc starodruk, mogła liczyć zaledwie trzydzieści parę lat, a jej stan był jedynie świadectwem jej trudnych przejść. Żadnej innej powieści nie przeczytałem tak wiele razy, że nawet w przybliżeniu nie jestem w stanie podać żadnej cyfry, żadnej nie czytałem z taką pasją i takim zaangażowaniem. Żadna inna też, chociaż poznałem potem najlepsze powieści minionego stulecia, nie wywarła na mnie takiego wrażenia jak powieść Mereżkowskiego. Julian Apostata jest absolutnym rekordzistą w moim czytelniczym życiorysie. Czytałem ją, kończyłem i już po kilku dniach zaczynałem na nowo, znałem ją niemal na pamięć, wiedziałem, co przyniesie nowy akapit, co zdarzy się na kolejnej stronie i wciąż do niej powracałem, z takim samym zapałem jakbym czytał ją po raz pierwszy. Pewnego dnia spostrzegłem, że jej mocno przez los nadwyrężone zszycia pękają. Wtedy posklejałem ją i oprawiłem w zdobytą gdzieś z trudem czarną dermę i byłem z tego bardzo dumny. Nie znam, niestety, jej dalszych losów. Minęły lata, pewnego dnia opuściłem dom, jak czynią to wszyscy młodzi ludzie w baśniach, a niektórzy i w życiu, i nigdy już do niego nie wróciłem. O książce zapomniałem, ale Flawiusz Julian, prawdziwy Ultimus Romanorum, długo jeszcze był moim idolem. Tak, to brzmi niewiarygodne, ale sześćdziesiąt lat temu można było mieć takich idoli.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.