Co wiedzą dzieci

Głodujące dzieci w Gazie nie wiedzą, co to jest Hamas – powiedział niedawno aktualny szef polskiej dyplomacji, p. Sikorski. Niestety, p. Sikorski zdaje się szybciej pisze niż myśli, co w pewnych sytuacjach może być nawet zaletą, aczkolwiek niekoniecznie, gdy jest się ministrem spraw zagranicznych. Prawdą jest bowiem, że głodujące dzieci w Gazie doskonale wiedzą, co to jest Hamas. Zostały świetnie wyszkolone i kiedy tę nieludzką indoktrynację stosowano na nich, p. Sikorski jakoś nie stawał w ich obronie.

Niefortunna wypowiedź polskiego ministra spotkała się z wyważoną i mądrą ripostą Toma Rose, ambasadora USA w Polsce: „Jak Pan dobrze wie, historia nie zna precedensu, w którym grupa terrorystyczna prowadzi wojnę w celu jawnego unicestwienia suwerennego państwa, osadza się wśród ludności cywilnej, a następnie polega na tym państwie w kwestii zaopatrzenia w żywność, wodę i paliwo.”

Warto w tym miejscu zauważyć, Tom Rose, z właściwym mu taktem, raczył nie wspomnieć o tym, że kraje europejskie, w tym i Polska, zaopatrują hamasowskich terrorystów w środki na zakup najnowocześniejszej broni. Konsekwentnie, co roku, od wielu lat.

Pogarda

Zabity przez Izraelczyków Yahya Ibrahim Hassan Sinwar był liderem organizacji terrorystycznej Hamasu i mózgiem stojącym za atakiem 7 października z morderstwami, masakrami, gwałtami i porwaniami – oświadczyła szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. W pełni podzielają jej opinię również Szef Rady Europejskiej Charles Michel i szef polityki zagranicznej Unii Europejskiej Josep Borrell.

I jest to fenomenalne, bo mamy do czynienia z niewiarygodną hipokryzją i jeszcze większą pogardą dla Europejczyków. Czyżby szefowie Unii dopiero teraz, po śmierci szefa Hamasu dowiedzieli się, kim on naprawdę był? Czyżby wcześniej nie mieli o tym najmniejszego pojęcia? A może nawet nie podejrzewali, że był to pospolity psychopata i morderca? Czy to nie dziwne? Tym bardziej, że współpraca UE z agencjami i władzami na terytoriach palestyńskich jest wciąż aktualna i kontynuowana, a pomoc rozwojowa na ten rok budżetowy została już nawet wypłacona. Czy ktoś chce, abyśmy uwierzyli, że pieniądze europejskich podatników idą na coś innego niż broń i rakiety dla Hamasu? Czy mamy uwierzyć, że Ursula von der Leyen, Charles Michel i Josep Borrell są tak bezprzykładnymi głupcami czy też nas za takich głupców uważają? Podejrzewam, że ostatnia część tego pytania jest najbliższa prawdy, niestety.

Media kłamią

W jakiejś niedawno odbytej rozmowie użyłem określenia „media kłamią”. Chyba jednak niesłusznie. Media w naszych społeczeństwach, społeczeństwach Zachodu, kłamią rzadko. Nasze media używają techniki nieporównywalnie skuteczniejszej – one zatajają. Jest to i skuteczniejsze i znacznie bardziej bezpieczne. Kłamstwo jest antytezą prawdy, kłamstwo można stosunkowo łatwo zdemaskować i wtedy traci się wiarygodność, a to w tej branży oznacza zawsze poważne konsekwencje. Nikt natomiast nie może nam zarzucić tego, że preferujemy takie, a nie inne wybory. Nikomu nic do tego, że wolimy pisać czy mówić o jakimś bezmyślnym stworzonku typu Paris Hilton czy Kardashian, a nie o zbrodniach Hamasu albo że piszemy tylko i wyłącznie o pewnym, interesującym nas, aspekcie pewnego zjawiska i pomijamy to, co wydaje się mało istotne, chociaż właśnie to jest istotne. Nasz wybór, nasza sprawa. Nikt nie może mieć o to pretensji. W ten prosty sposób nie ma już cenzury. Jest marketing. I on jest cenzurą.