Jerozolima

Elie Wiesel: „Jerozolima jest ponad polityką. Jest wspomniana ponad sześćset razy w Piśmie Świętym – i ani razu w Koranie. Należy do narodu żydowskiego i jest czymś więcej niż miastem”. Słusznie. Żydowska historia Jerozolimy sięga 3 tysiąclecia przed naszą erą, podczas gdy islam zdobył Jerozolimę w roku 638, a meczet Omara wzniesiono dopiero w roku 691. Jerozolima jest islamska mniej więcej w taki sam sposób jak Warszawa jest rosyjska.

Renald de Chatillon

Renald de Chatillon. Prawdopodobnie pochodził z burgundzkiego rodu Donzych, panów m.in. Semur-en-Brionnais, Gien-sur-Loire oraz Châtillon-sur-Loing. Pojawił się w Palestynie wraz z drugą wyprawą krzyżową, mając zapewne około 20 lat. Bez większych perspektyw na karierę w ojczyźnie, postanowił pozostać na Bliskim Wschodzie. W 1151 roku zaciągnął się na służbę u Baldwina III, króla jerozolimskiego. Wraz ze świtą monarchy udał się do Antiochii, gdzie poznał właśnie owdowiałą księżną Konstancję, matkę czworga dzieci, wdowę po Rajmondzie z Poitiers, który poległ w 1149 roku w beznadziejnej rzezi pod Inab. Renald spodobał się jej. W roku 1153 poślubił Konstancję, co nie zachwyciło ani baronów ani cesarza bizantyjskiego Manuela I Komnena. Ostatecznie jego awanturnicze rządy w Antiochii zakończyły się w listopadzie 1160 roku, kiedy to w czasie jednej z łupieskich wypraw został wzięty do niewoli przez Nur ad-Dina, władcę Aleppo. Konstancja zmarła trzy lata później, a jej syn, Boemund III, który przyjął władzę w Antiochii, zdecydowanie nie był zainteresowany wykupieniem Renalda z niewoli. Król Baldwin i cesarz Manuel również nie wykazali w tej sprawie jakiejkolwiek aktywności. Niestety, nie bardzo wiadomo na wskutek czego odzyskał wolność, ale stało się to dopiero w 1175 roku, czyli po pełnych 15 latach niewoli.  

Historycy mają o Renaldzie de Chatillon bardzo rozbieżne opinie. Jedni widzą w nim pospolitego rabusia i awanturnika, inni walecznego krzyżowca, który doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zjednoczenie islamu pod sztandarem Saladyna oznacza koniec Królestwa Jerozolimskiego i starał się – na swój sposób – proces ten opóźnić. Istnieje również teza, że Renald de Chatillon mógł być zdrajcą, że przeszedł na stronę muzułmanów. Pytanie o to, jak się to stało, że nagle, po piętnastu latach w muzułmańskiej niewoli, w 1175 roku Renald odzyskuje wolność, budzi spore kontrowersje. I chyba nic dziwnego. 15 lat w niewoli to dużo. 15 lat w muzułmańskiej niewoli to wieczność. Nie upominano się o niego, nie zapłacono żadnego okupu, a jednak Saladyn wypuścił z rąk jednego ze swoich największych wrogów. Jak to mogło być możliwe? Czy w ogóle było to możliwe? Przypuszczenie, że doszło wówczas do porozumienia Renalda z Saladynem, i to być może była rzeczywista cena jego wolności, wcale nie wydaje się być przesadzone lub bezzasadne. Czy mamy wierzyć, że nie złamało go 15 lat muzułmańskiej niewoli? Lub że wyszedł z niej dzięki wielkoduszności Saladyna? Mamy wierzyć, że zdarzają się i takie cuda, a zwłaszcza, że to on, Renald de Chatillon, bandyta, rabuś i wichrzyciel miał stać się przedmiotem tego cudu? Trudno mi w to uwierzyć. Tym bardziej, że wszystkie jego późniejsze działania, samowolne i podejmowane wbrew rozkazom króla jerozolimskiego, jego machinacje na dworze jerozolimskim, podpowiadają całkiem inny scenariusz. Kroplą, która przelała kielich była akcja wynajętych przez niego korsarzy, którzy nie tylko spalili statki w kilku arabskich portach, ale i zatopili okręt przewożący pielgrzymów do Dżiddy. Wywołało to gwałtowną reakcję całego muzułmańskiego świata, nastawiło wrogo do Franków wszystkich władców islamskich, nawet dotychczasowych ich sojuszników, co jeszcze bardziej pogorszyło sytuację Królestwa Jerozolimskiego.

Można śmiało przypuszcza, że taka była jego umowa z Saladynem i ich wspólny plan, taka była cena jego wolności. Przedziwne jest również to, co wydarzyło się po bitwie pod Hattinem. Dlaczego Renald, niby zaciekły wróg muzułmanów, świadomy, że nie może liczyć na ich łaskę i ma szansę umrzeć godnie, nie walczył do końca, lecz poddał się? A może po prostu wiedział, że Saladyn go oszczędzi, że taka była ich umowa?

Renald de Chatillon przeliczył się. Saladyn ściął go osobiście. I jest to logiczne. Francuski rycerz stał się już zbędny, wykonał swoją pracę, wiedział jednak zbyt dużo i trzeba go było uciszyć. Czy właśnie w ten prymitywny, acz skuteczny sposób Saladyn pokonał krzyżowców? Gdyby potakująco odpowiedzieć na to pytanie, to Renald okazał się tym, kim był – pospolitym zdrajcą i awanturnikiem, a Saladyn genialnym politykiem. Taki scenariusz wydaje mi się być wielce prawdopodobnym. 

Przed krucjatą

Michael Haag, „Tragedia templariuszy”. Pod koniec drugiej połowy X i od początku XI wieku Palestyna znajdowała się pod panowaniem tureckich Seldżuków. Pielgrzymi po drodze do Ziemi Świętej padali ofiarą grabieży, napadów i publicznych prześladowań. Często przez długie tygodnie wzbraniano im dostępu do Grobu Pańskiego, głodowali, wielu umierało z powodu wycieńczenia i chorób. Ci z nich, którym udało się pokonać wszystkie przeciwności i mieli tyle szczęścia, by powrócić cało do domu, rozpowszechniali wieści o straszliwej sytuacji na Wschodzie. Wyznawca islamu, syryjski kronikarz Al-Azimi, szczegółowo opisał ostatnią pielgrzymkę przed epoką krucjat. Według jego relacji chrześcijańscy pielgrzymi, zarówno Bizantyjczycy, jak i al-Franj, czyli mieszkańcy Europy Zachodniej, zostali – jak to dyplomatycznie wyraził – „powstrzymani” w ich podróży do Jerozolimy, a ci, którzy przeżyli – co w oczywisty sposób wskazuje na masakrę – rozpuścili wieści o tym w rodzinnych krajach. Al-Azimi jako jedyny muzułmański kronikarz dostrzegał związek przyczynowo-skutkowy i zauważył, że to z powodu rzezi chrześcijanie przystąpili do przygotowań do kampanii, która stała się pierwszą krucjatą, zauważa Haag.

Ostatnie zachowane relacje dotyczące Palestyny sprzed epoki wypraw krzyżowych pochodzą od Ibn al-Arabiego, uczonego muzułmańskiego, który w latach 1093-1096 przebywał w Jerozolimie. Uczony nie ukrywał, że nawet po czterystu pięćdziesięciu latach od podboju muzułmańskiego Jerozolima nadal była miastem głównie chrześcijańskim i w równym stopniu dotyczyło to całej Palestyny. Pisał: Kraj jest ich, ponieważ to oni uprawiają ziemię, utrzymują klasztory i dbają o kościoły.

Sułtańskie ultimatum

W 1676 roku sułtan turecki Mehmed IV wystosował ultimatum do Kozaków zaporoskich zamieszkujących ziemie za porohami Dniestru (środkowa Ukraina), którzy skutecznie się bronili przed ekspansją imperium osmańskiego. List sułtański miał brzmieć mniej więcej tak: „My, sułtan, syn Muhammada; brat Słońca i Księżyca, wnuk i namiestnik Boga; władca Macedonii, Babilonu, Jerozolimy, Górnego i Dolnego Egiptu, cesarz cesarzy; suweren suwerenów; rycerz znamienity i niezwyciężony; niezachwiany strażnik grobu Jezusa Chrystusa; powiernik przez samego Boga wybrany; nadzieja i pocieszenie muzułmanów; wielki poskromiciel i opiekun chrześcijan – nakazujemy Wam, Zaporożcom, podporządkować nam się z własnej woli i bez oporu, jak też przestać nas niepokoić najazdami”.

Odpowiedź Kozaków zaporoskich brzmiała następująco: „O sułtanie, diable turecki z czarciego rodu, towarzyszu samego Lucyfera, bądź pozdrowiony! Jakiż z Ciebie rycerz piekielnik, żegołym tyłkiem jeża ubić nie zdołasz? Diabeł sra, a Twoja armia to żre. Nie będziesz, suczy synu, niewolił dzieci chrześcijańskich; niestraszne nam Twoje wojska i bić się z Tobą będziemy na lądzie i morzu, pieprzona twoja mać. Ty parobku babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze z Jerozolimy, kozojebco aleksandryjski, świnopasie górno i dolnoegipski, wieprzu armeński, złodzieju podolski, katamito Tatarów, kacie Kamieńca i błaźnie całego świata i podziemia, głupcze przed Bogiem, wnuku węża i czyraku na naszych kutasach. Ty świński ryju, kobyli zadzie, kundlu z jatki, łbie niechrzczony, pieprzona Twoja mać!

Oto, co Zaporożcy Ci oświadczają, szumowino. Chrześcijanom świń nawet pasał nie będziesz. I na tym kończymy, albowiem na datach się nie znamy i kalendarza u nas nie masz; księżyc na niebie nam za niego starczy i rok Pański, a dzień tu taki sam jak i u Ciebie – całujże nas przeto w rzyć. Ataman koszowy Iwan Sirko z całym zaporoskim towarzystwem”.

Fulcher z Chartres

Fulcher z Chartres, uczestnik i kronikarz pierwszej wyprawy krzyżowej, kanonik Bazyliki Grobu Świętego, zmarły prawdopodobnie w czasie zarazy w 1127 roku. W swojej kronice w trzech księgach, którą pisał w wiele lat po zdobyciu Jerozolimy, poczynił sporo interesujących obserwacji nie tylko o przebiegu samej krucjaty. Nie brakuje w niej również innych celnych uwag. Odnotowuje między innymi, że przybysze z Europy szybko i chętnie uczyli się miejscowych języków, greckiego, armeńskiego, syryjskiego i arabskiego, co odróżniało ich od Turków i Arabów, którzy pogardzali językami podbijanych i uciskanych przez siebie ludów. Nie unika także ogólnych, bardzo ludzkich refleksji: My bowiem, którzy byliśmy ludźmi Zachodu, staliśmy się ludźmi Wschodu. Ten, kto był Rzymianinem lub Frankiem, w tej krainie stał się Galilejczykiem lub Palestyńczykiem. Ten, kto był z Reims lub Chartres, teraz stał się mieszkańcem Tyru lub Antiochii. Zapomnieliśmy już o miejscach, w których się urodziliśmy. Niektórzy posiadają tu domy i służbę, które otrzymali drogą dziedziczenia. Jedni wzięli żony nie ze swego ludu, lecz Syryjki lub Armenki, a nawet Saracenki, które otrzymały łaskę chrztu. Drudzy mają przy sobie teściów, synowe, przyrodnich synów lub przyrodnich ojców. Żyją tu także wnuki i prawnuki. Jeden uprawia winne grono, inny – rolę. Obaj mówią odrębnymi językami i dialektami. Różne języki, teraz powszechne, znane są rozmaitym rasom, a wiara jednoczy tych, których przodkowie byli dla siebie obcy.

Wyprawy krzyżowe i krzyżowcy, przedstawiani zwykle jako bezwzględna i barbarzyńska forpoczta europejskiego imperializmu, ukazują się w bezpośredniej relacji Fulchera w swojej rzeczywistej postaci – zaczynamy rozumieć, że w gruncie rzeczy nie było to żadne zderzenie cywilizacji, a krzyżowcami wcale nie kierowały dalekosiężne zamysły zapanowania nad światem, w przeciwieństwie do mocarstwowych muzułmańskich podbojów. Ich jedynym celem było wyzwolenie wschodnich chrześcijan spod obcego jarzma i odzyskanie świętych miejsc. To Turcy, usiłując zjednoczyć świat muzułmański pod swoim panowaniem, zmienili ów konflikt w zderzenie cywilizacji, wojnę islamu z chrześcijaństwem, stygmatyzując tę relację na długie wieki, aż po dzień dzisiejszy.