Cel

Całe ludzkie życie jest zdominowane przez cele. Jesteśmy zakładnikami celów. Nasz język odzwierciedla to aż nadto wyraźnie. Są w nim dziesiątki, jeżeli nie setki fraz, które odnoszą się tylko do tego: osiągamy cele, zdążamy do celu, przyświeca nam cel, trafiamy do celu, obieramy za cel, stawiamy sobie cele, docieramy do celu, mamy nawet cel życia, istnieją wzniosłe cele, a także cele, które uświęcają środki … Cel jest najważniejszy. Już od początku, od pierwszych chwil, gdy wkraczamy w życie pojawia się dyktatura celów – skończyć szkołę z najlepszymi wynikami, dostać się na studia, zdobyć interesującą, a przede wszystkim dobrze płatną pracę, założyć rodzinę, kupić nawet to, czego nie potrzebujemy, spłodzić dzieci, etc. Ale przejawia się to w każdej dziedzinie naszego życia, choćby w zwykłej podróży dokądkolwiek – bez względu na to, jak interesujące miejsca pojawiają się nagle na naszej trasie, pędzimy do celu. Nie zatrzymamy się na dłużej, by podziwiać lub zapoznać się z czymś napotkanym, nie poświęcimy temu tyle czasu, na ile być może zasługuje, przystajemy co wyżej na moment i znów jesteśmy w drodze – do celu. Nieoczekiwane spotkania z ludźmi, krajobrazy, zdarzenia, jakaś uliczka w jakimś mieście, która zaprasza, by odbyć nią spacer, czyjś uśmiech, który mógłby przerodzić się w przyjaźń, jakiś dom, który pragnie nam opowiedzieć fascynującą historię, jakiś wieczór w nieznanym miejscu, który być może mógłby stać się najpiękniejszym wieczorem naszego życia, ale nie … jesteśmy w drodze, cały czas w drodze, zawsze zdążamy do celu. Liczy się jedynie cel, tylko cel mamy przed oczyma, ale właśnie to sprawia, że nie żyjemy w tu i teraz, a więc właściwie nie żyjemy wcale. Prawdziwa rzeczywistość nie ma ani początku ani końca – starzy mistrzowie zen mieli rację.

Socjal w Bizancjum

W Bizancjum wyróżniano 2 kategorie biedaków: tak zwani penetef, czyli ludzie, którzy nie posiadali żadnego majątku nieruchomego, żadnych ubocznych dochodów, którzy musieli zarobkować na swoje utrzymanie, przeważnie pracą fizyczną, choć nie tylko. Pod względem ekonomicznym i społecznym różnili się bardzo. Znajdowali się wśród nich rzemieślnicy, pracownicy sezonowi, osoby bez żadnego zawodu, ale nie brakowało też profesorów, nauczycieli czy filozofów. Ich imiona wpisywano do specjalnych rejestrów, co w razie potrzeby uprawniało ich do pomocy ze strony władz miejskich. Drugą grupę stanowili tzw. ptechef, czyli niepożądany margines społeczny składający się z ludzi, którzy bądź nie mogli bądź nie chcieli pracować, a nie posiadali żadnych środków utrzymania. Zaliczano do niej inwalidów, ludzi z najrozmaitszymi schorzeniami, żebraków, włóczęgów, osoby żyjące z jałmużny. Tej grupie nie przysługiwała żadna forma wsparcia.

Zabawne jest uświadomić sobie, że pomoc socjalna nie jest naszym, czyli współczesnym „wynalazkiem”, że posiadała swoje zinstytucjonalizowane i nawet sprawnie działające struktury już przed setkami, a nawet tysiącami lat, a jedyna nasza „zasługa” w tej kwestii to nadanie temu zjawisku wymiarów tak monstrualnych, jak nigdy dotąd w naszych dziejach.