Thomas Coryat

Ciekawa, zapomniana postać. Thomas Coryat, urodzony w drugiej połowie 16-go wieku, w Crewkerne, Somerset. W 1608 udał się w pięciomiesięczną podróż edukacyjną po zachodniej Europie, odwiedzając tereny dzisiejszej Francji, Włoch, Niemiec, Holandii i Szwajcarii. Swoje wspomnienia spisał następnie w Coryat’s Crudities: Hastily gobled up in Five Moneth’s Travels. Zawarł w tej pracy sporo bystrych obserwacji o działalności tzw. szkoły weneckiej, jednego z najbardziej postępowych ruchów muzycznych w ówczesnej Europie, ale także o zwyczaju używania widelca w czasie jedzenia, zaobserwowanym we Włoszech, dokładny opis parasola i pełną historię Wilhelma Tella, dotychczas w Anglii nieznaną. Wyprawę odbył w większej części pieszo, a po powrocie swoje obuwie powiesił w kościele w Odcombe, gdzie pastorem był jego ojciec. Podczas kolejnej podróży zwiedził Palestynę, Grecję, Turcję z Konstantynopolem, Mezopotamię i Persję, docierając w końcu do Indii Wielkich Mongołów. Zmarł na dyzenterię w Suracie w 1617 roku.

Coryat był protoplastą słynnych Grand Tour, podróży w jakie wyruszali młodzi arystokraci i intelektualiści europejscy, by dokształcić się, zdobyć wiedzy o świecie i kulturze, poszerzyć swoje horyzonty myślowe, wyrobić gust artystyczny i nabrać dobrych manier. Grand Tour stał się potem niemal podstawą edukacji młodych Anglików z wyższych klas aż po schyłek XIX wieku.

Dwie kobiety

Rosja. Ta sama epoka. Dwie kobiety. Zinaida Gippius i Nina Berberowa. Pierwsza jest żoną Dmitrija Mereżkowskiego. Biseksualistka, białe małżeństwo, famme fatale epoki srebrnego wieku, liczne romanse, ostentacje i prowokacje, mistyka w rosyjskim wydaniu. Mimo póz i pretensji żyje w cieniu swego utalentowanego męża. Ich podróż do Włoch dla poprawy jej wątłego zdrowia. „Znajdujemy się w okropnej, niebywałej sytuacji, żyjemy dosłownie nie dojadając już kilka dni i zastawiliśmy ślubne obrączki” – oznajmia w jednym z listów w 1894 roku (w innym skarży się, że z braku pieniędzy nie może pić kefiru, przepisanego jej przez lekarzy). Dmitrij Fiłosofow, homoseksualista, poznany przez nich w Nicei, długoletni związek z nim. Jej „Dzienniki petersburskie”, mimo ambicji i starań, powierzchowne i plotkarskie, a „Dziennik warszawski” tragicznie naiwny. Generał Lucjan Żeligowski we wspomnieniach „Wojna w roku 1920” zanotował: Pewnego dnia przekroczył granicę wraz z żoną i kilkoma przyjaciółmi znakomity pisarz rosyjski Dymitr Mereżkowski. Pozostał on w Mińsku dłuższy czas i miałem sposobność dyskutowania z tym miłym człowiekiem o wielkiej kulturze duchowej. Był rozżalony na Polskę: „Jak to – mówił – Polacy, naród tak rycerski, nie chcą wyratować nas od bandy zbójów, którzy przypadkowo opanowali władzę?”. Zinaida G. prezentuje ten sam, infantylny punkt widzenia. Zmarła w Paryżu w 1945 roku, pochowana została na podparyskim cmentarzu de Sainte-Geneviève-des-Bois. 

Nina Berberowa. Przeżyła z Władysławem Chodasiewiczem ponad dziesięć lat. Podobne iluzje i złudzenia na temat Rosji, caratu i rewolucji jak Gippius. I ona również żyje w cieniu Chodasiewicza, poety i publicysty i, niemal tak samo jak Gippius i Mereżkowski, w pierwszym okresie emigracji ledwo wiązali koniec z końcem. W ciągu trzech lat mieszkali w czterdziestu dwóch mieszkaniach, w różnych miastach Europy, wliczając w to jedno lato w Belfaście, przed zamieszkaniem w Paryżu w 1925. O swych ówczesnych problemach pisała: „Jestem wiecznie głodna. Chodzę wciąż w cudzych ubraniach i starym obuwiu, nie mam ani perfum, ani jedwabi, ani futer i na nic nie mam większej chętki niż na te wyłożone na wystawie smakołyki”. Heroicznie uważała jednak, że ubóstwo można przezwyciężyć, że trzeba próbować z nim walczyć, a do tego usilnie próbowała być dumną z tego, że nie przynależy do pogardzanych przez nią „białoarmistów”, którzy – nie chcąc żyć z jałmużny – dzielnie starali się zdobyć pracę, jakąkolwiek, ale pracę. Manifestacyjnie opowiadała się po stronie rosyjskiej emigracyjnej bohemy w Paryżu, płacąc za to swoją własną cenę upokorzeń. Druga wojna światowa przyniosła biedę jeszcze większą. Brakowało wówczas wszystkiego. Pisarka rozstała się wtedy z Chodasiewiczem, wyszła za mąż za Nikołaja Makiejewa, przeciętną, bezbarwną postać i zamieszkała z nim w Longchêne, wsi podparyskiej. Wraz z mężem jedli głównie to, co zdołali wyhodować w swoim przydomowym ogródku. Wtedy to, oprócz pisania niewielkich artykułów dla rosyjskiej prasy, zaczęła dorabiać jako szwaczka. Pensja z gazety nie starczała jej na utrzymanie nawet samej siebie. Po wojnie wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Jej obfita autobiografia „Podkreślenia moje” nieporównywalnie ciekawsza i lepiej napisana niż  „Dzienniki” Gippius. Przeżyła 92 lata burzliwego wieku. Zmarła w 1993 roku w Filadelfii.

Truskawki i karczochy

28 listopada 1655 roku szwedzka królowa Krystyna podczas swojej podróży do Włoch zatrzymała się u książąt Gonzagów w Mantui. Kolację z okazji jej wizyty przygotował jeden z najsłynniejszych i najlepiej opłacanych kucharzy tamtej epoki, Bartolomeo Stefani, autor książki L`arte di ben cucinare, „Sztuka dobrego gotowania”. Serwował on, między innymi, truskawki i karczochy, choć absolutnie nie był to już sezon na tego typu produkty. Stefani ujawnia co prawda menu z przyjęcia na cześć królowej, ale – niestety – ani słowem nie wyjaśnia, jakim cudem udało mu się zdobyć takie rarytasy o tej porze roku. Anno Domini 1655.

Podróże

Nic nie jest tak znakomitym przykładem awansu mas w naszych czasach jak podróże. Dobra materialne, w takim czy innym zakresie, zawsze były dostępne także i masom. Ale nie podróże. Masy były „przypisane do ziemi”, osadzone w tym samym krajobrazie od narodzin do śmierci z bardzo wielu powodów. Podróż była wyłącznym przywilejem wyższych warstw, ale podróżowanie wiązało się nie tylko ze znajomością języków, kontaktami, obyciem, orientacją w świecie i wiedzą, lecz i ogromnymi kosztami; nie miały nic wspólnego z eksponowaniem nagich ciał w słońcu południowych plażach. Każdy, kto miał ambicje pretendowania do miana człowieka kulturalnego, musiał odbyć podróż. Oprócz Włoch i Francji, uchodzących za turystyczne centra od dawna, krajem, który koniecznie należało odwiedzić była również Anglia. W drugiej połowie XVIII w. podróże do tego kraju były w dobrym tonie. Jeżdżono tam, żeby poznać najlepszy na świecie ustrój, by zasmakować kulturalnej i towarzyskiej atmosfery Londynu, przyjrzeć się angielskiej prowincji i zaznać jej osławionego uroku. Były to peregrinationes domesticae, podróże po krajach, w których czujemy się zadomowieni, których historia, kultura i tradycja, zwłaszcza klasyczna, są domem, który „nosimy na plecach jak żółwie i ślimaki”, gdzie, jak to doskonale wyraził w jednym ze swoich felietonów Stempowski „każdy przedmiot miał swą nazwę grecką i łacińską, zanim znalazł się w słownikach języków nowożytnych”. Podróżowano, by zapoznać się z architekturą i sztuką, by badać obyczaje, zbierać kurioza, podziwiać krajobrazy, zawierać znajomości. Podróże stanowiły obowiązkową część kulturowego garnituru Europejczyka i nie były tym, w co, niestety, przekształciły się w naszych czasach.

Gabrielli

Caterina Gabrielli to najwybitniejszy sopran XVIII wieku. Była też kobietą o wielkim uroku osobistym i silnym charakterze. Charles Burney, brytyjski muzyk i teoretyk muzyki, nazywał ją najbardziej inteligentnym i najlepiej wychowanym wirtuozem, z jakim kiedykolwiek się zetknął. Doskonałość jej kunsztu wokalnego potwierdza również i to, że była w stanie zapewnić sobie długoterminowe zaangażowanie w trzech najbardziej prestiżowych centrach operowych jej czasów poza Włochami, czyli w Wiedniu, Londynie i St. Petersburgu. Nicolas de Chamfort opowiada zabawną anegdotę o niej. Otóż, podobno zażądała ona pięć tysięcy dukatów od carycy Katarzyny za to, aby śpiewać dwa miesiące w Petersburgu. Odpowiedź carycy brzmiała: „Tyle nie płacę żadnemu z moich feldmarszałków.W takim razie, odparła Gabrielli, niech Wasza Cesarska Mość każe śpiewać swoim feldmarszałkom”. Caryca zapłaciła pięć tysięcy dukatów.

Tryptyk włosko-polski

Salvatore Quasimodo, poeta włoski, członek Włoskiej Partii Komunistycznej, profesor literatury włoskiej w Mediolanie. W Warszawie na II Kongresie Obrońców Pokoju został wybrany w skład Światowej Rady Pokoju. W 1954 sławił wierszami wiersz Stalina, nazywając go „mądrością”, „prostotą”, „południem” oraz „dojrzałością ludzi i narodów”. W 1963 zmienia jednak zdanie i ogłasza, że Stalin to „okrutny człowiek”. Podobnie z Mao Tse-tungiem. W wierszu z lat pięćdziesiątych Quasimodo czyni doniosłe odkrycie i w zachwycie oznajmia światu,  że postać Mao „opromienia” światło, ale w 1969 współczuje chińskim wieśniakom, że „muszą czcić tego Buddę, w którym nie ma nic z komunisty”. Tito jest u Quasimodo raz „bojownikiem”, a innym razem „otyłym rzeźnikiem zachlapanym krwią”. Quasimodo, powielając wyświechtany wzorzec intelektualistów, traktuje Prawdę jako problem czysto stylistyczny; do zastosowania w adekwatnej sytuacji społeczno-politycznej. Cały jego świat to nieustanna huśtawka między hagiografią a bezwzględnym potępieniem. Nagroda Nobla z literatury.

Wisława Szymborska. Jej wiersz „Lenin”: Że w bój poprowadził krzywdzonych/że trwałość zwycięstwu nadał/dla nadchodzących epok/stawiając mocny fundament/grób, w którym leżał ten/nowego człowieczeństwa Adam /wieńczony będzie kwiatami/z nieznanych dziś jeszcze planet. Po śmierci Stalina słowami „Pod sztandarem rewolucji wzmocnić warty, wzmocnić warty u wszystkich bram” wzywała do pogłębienia stalinizmu, wyrażając jednocześnie swój żal z powodu śmierci dyktatora. W tomiku „Dlatego żyjemy” tytuły wierszy mówią same za siebie: „Młodzieży budującej Nową Hutę”, „Na powitanie budowy socjalistycznego miasta”, „Lenin”, „Robotnik nasz mówi o imperialistach”, „Gdy nad kołyską ludowej konstytucji do wspomnień sięga stara robotnica”. Nagroda Nobla z literatury.

Czesław Miłosz. Nagrodzony wiersz Miłosza: Runą w łunach, spłoną w pożarach/Krzyże Kościołów, krzyże ofiarne/I w bezpowrotnym zgubi się szlaku/Z Lechickiej ziemi Orzeł Polaków/O słońce jasne, wodzu Stalinie/Niech władza twoja nigdy nie zginie/Niech jako orłów prowadzi z gniazda/Rosji i Kremla płonąca gwiazda/Na ziemskim globie flagi czerwone/Będą na chwałę grały jak dzwony/Czerwona Armia i wódz jej Stalin/wrogów
odwiecznych swoich obali/ Zmienisz się rychło w wieku godzinie/Polsko, a twoje córy i syny/Wiara i każdy krzyż na mogile/U stóp nam legnie w prochu i pyle.
Polecam również wiersz „Campo di Fiori”, gdzie stara się udowodnić polską znieczulicę na los Żydów, mordowanych w getcie. Po zdradzie komunistycznych pozycji, na emigracji, odmawia współpracy z Radiem Wolna Europa, oceniając je jako nadto katolickie i polskie. Profesura na uniwersytecie Berkeley w Kalifornii. Chętnie przedstawiał się jako litewski nacjonalista, gloryfikując cierpienia współziomków-Litwinów. Pogarda Miłosza dla Polaków wielokrotnie gorszyła podobno nawet Amerykanów. Był to również rzeczywisty powód jego konfliktu ze Zbigniewem Herbertem, bez wątpienia największym polskim poetą dwudziestego wieku i patriotą. Nagroda Nobla z literatury.

Antal Szerb

Antal Szerb „Podróżny i światło księżyca”: Nigdy nie płaci się za to, dla czego naprawdę warto żyć. Nie kosztuje cię na przykład złamanego szeląga, że możesz sobie przyswoić tysiące wspaniałych rzeczy – wiedzę. Nie kosztuje cię złamanego szeląga, że jesteś we Włoszech, że nad tobą jest włoskie niebo, że możesz chodzić włoskimi chodnikami i odpoczywać w cieniu włoskiego drzewa, że słońce zachodzi po włosku. Nie kosztuje cię złamanego szeląga, że podobasz się jakiejś kobiecie i że ona zechce ci się oddać. Nie kosztuje cię złamanego szeląga, że od czasu do czasu jesteś szczęśliwy. Kosztują tylko bzdurne i nudne akcesoria towarzyszące szczęściu. Nic cię nie kosztuje, że jesteś we Włoszech, ale już cię kosztuje, kiedy zechcesz gdzieś dojechać i znaleźć na noc dach nad głową. Nie kosztuje cię, że masz kochankę, kosztuje cię natomiast, że ona musi jeść i pić i że musi się ubrać, by móc się rozebrać. Ale drobnomieszczanie już od tak dawna żyją z tego, że zaopatrują się nawzajem w rzeczy, które są nieistotne, a za które trzeba płacić, że zapomnieli już o rzeczach, które nic nie kosztują, a za ważne uważają to, co kosztuje dużo. I to jest właśnie największe szaleństwo.