Tadeusz Konwicki „Wschody i zachody księżyca”: Bo tu chciałbym opowiedzieć o wuju Ludwika, poważnym przedwojennym byznesmenie starozakonnym. Otóż ten wuj, jako człowiek zapobiegliwy, kupował jabłka dla całej rodziny na cały rok, aż do następnego urodzaju. W wolnym pomieszczeniu, na rozesłanej słomie, lokowano dorodne jabłka i pilnowano starannie zapasu przez długie miesiące zimowe. Oszczędny i gospodarny wuj podbierał do jedzenia tylko te jabłka, które zaczynały już gnić. I tym sposobem rodzina wuja Ludwika przez całe życie jadła tylko zgniłe jabłka.
Niektórzy ludzie w podobny sposób, „oszczędny i gospodarny”, traktują swoje życie. Nie pozwalają sobie na przyjemności, na wygodę, na radość, na przygodę, nie pozwalają sobie na to, by jeść soczyste, świeże jabłka, dopóki są świeże i soczyste, a oni mają jeszcze zdrowe, mocne zęby, a nie protezy, bowiem to wszystko, co w życiu najlepsze, ma nastąpić w jakimś mitycznym „kiedyś”, gdy już będzie ich stać na to … by żyć.