Cała nasza kiczowatość

Nie wiem, czy kiedykolwiek w naszych dziejach zachwycaliśmy się życiem tak często i tak infantylnie, sentymentalnie, ckliwo, kiczowato, czułostkowo jak dzisiaj. Wiem, że mlasków i ślinienia się na temat przyrody i natury na pewno nigdy nie uprawialiśmy z tak durnym i bezkrytycznym entuzjazmem jak teraz. Poprzednie stulecia, żyjąc blisko prawdziwej, nagiej i okrutnej przyrody, nie widziały powodów, by ją gloryfikować. Ale to samo dotyczy wielu innych aspektów naszego życia: zachwycamy się nieustannie dziećmi, pierwszym lepszym beztalenciem typu Madona, Cyrus, Bieber, Selena Gomez, Shakira, Lady Gaga, Rihanna, beztalenciem, które bezlitośnie maltretuje nasze uszy, jakimś innym beztalenciem, które skleci kilka zdań o niczym i znajdzie innego analfabetą, który to wyda, na dodatek w formie książki, każdym transwestytą, który pojawi się publicznie w rajstopach i staniku na głowie, każdym homoseksualistą, gdy tylko powiadomi na facebooku o dacie ślubie ze swoim brodatym narzeczonym, każdym kopiącym piłkę, gdy tylko uda mu się wkopać ją w miejsce znacznie szersze niż wrota do raju, i tak samo zachłystujemy się, gdy ktoś coś gotuje, sadzi kwiatki, maluje bochomazy, celnie pluje, oszpeci się tatuażem, biega szybciej niż jego sąsiad, zachłystujemy się każdym miśkiem, zajączkiem, pieskiem, zwłaszcza gdy bezpańskie, zachwycamy się filmami tak durnymi, że po ich obejrzeniu dostaje się mdłości, komentarzami politycznymi, które powstają tylko dlatego, że piszący mają nas za bezprzykładnych idiotów, imprezami sportowymi, których jedynym zadaniem jest uśmiercenie naszych szarych komórek, zbrodniarzami, dlatego, że mieli trudne życie i w dzieciństwie nie kochała ich mama, roztkliwiamy się nad durniami, którzy wysadzają się w powietrze, bo ktoś im powiedział, że to najkrótsza i najpewniejsza droga do wiecznej rozkoszy z wielkodupnymi hurysami, roztkliwiamy się nad czyjąś bezmyślnością i tępotą, płaczemy nad okrutnym losem pingwinów i białych niedźwiedzi. Nasz kontakt ze światem stał się bardzo intymny, niemal erotyczny – obmacujemy świat, ślinimy się nad światem, pieścimy świat i wygląda na to, że jesteśmy przekonani, że im więcej tych pieszczot, tym lepiej. I uczymy się pieścić świat coraz doskonalej, coraz skuteczniej, coraz intensywniej. Wkrótce zapieścimy go na śmierć.

Czy thea to bogini

J. Michelet w „Czarownicy” powiedział, że „kobieta jest matką bogów i fantazji”. Możliwe. Możliwe, że kiedyś tak było. Dzisiaj kobiety nie rodzą już bogów, lecz karły, a fantazji mają tyle, co byle kot napłakał.

Suplikacja

Średniowieczny rytuał suplikacji, akt błagania pana o łaskę i przebaczenie, polegał ogólnie rzecz biorąc na występowaniu ze swego rodzaju modlitwą, której musiały towarzyszyć gesty upokorzenia – od pochylenia głowy, przez zginanie się w pas, klęczenie, aż po padanie na twarz czyli prostrację. Przez to poniżenie spodziewano się osiągnąć przebaczenie lub też przychylność władcy, bowiem kiedyś wielcy tego świata posiadali taki przywilej, przywilej przebaczania, darowania komuś winy.

Zabawne jest obserwować, jak bardzo te role odwróciły się dzisiaj. Obecnie to właśnie „możni tego świata” co rusz domagają się, by im coś przebaczano. Politycy proszę o przebaczenie, aktorzy proszą o przebaczenie, prezydencji proszą o przebaczenie, papież prosił o przebaczenie ex-prostytutki, bezwstydnie oddają się temu wszelkiej maści celebryci, ba, nawet piłkarze proszą o wybaczenie ( jak obrońca Atletico Madryt, Juanfran, po przegranej z Realem), a już szczytem absurdu była prośba o przebaczenie autora filmu „Szczęki”, Petera B. Benchley`a. Przepraszał rekiny, przepraszał je za to, że całą historię wymyślił tylko dla kasy hollywoodzkiej, obciążając te poczciwe i dobroduszne rybki złą sławą. Niemiecki tygodnik „Der Spigel” natomiast zamieścił artykuł, w którym autor domagał się od papieża próśb o przebaczenie skierowanych do kobiet, które czują się upokorzone z powodu braku możliwości uprawiania kapłaństwa. Tenże sam autor, w tym samym artykule, domagał się, by papież przeprosił księży, którzy cierpią przez nieludzkie życie w celibacie. Tony Blair przepraszał, że jego kraj nie zapobiegł w XVIII wieku Wielkiemu Głodowi w Irlandii. Clinton błagał o przebaczenie za eksterminację Indian przez kolonistów amerykańskich, a następnie za aferę rozporkową z Moniką Lewinsky. Chirac natomiast prosił Żydów o wybaczenie za kolaborację Francuzów. Istna epidemia próśb o przebaczenie, choć – jak niemal wszystko w naszej rzeczywistości – są to jedynie pozory, blaga i puste gesty. Tam, gdzie akt przebaczania miesza się z polityką przebaczanie staje się jedynie towarem, narzędziem politycznym. Chirac nie dlatego prosił Żydów om wybaczenie, że odczuwał żal czy skruchę. To przebaczenie było mu potrzebne, bowiem żydowskie organizacje groziły sankcjami ekonomicznymi. To samo było z Clintonem czy innymi. „Możni tego świata” proszą o wybaczenie tylko dlatego, że obawiają się sankcji – przestaniemy ich lubić, przestaniemy na nich głosować, nie będziemy ich popierać, nie będziemy dalej tolerować ich draństw czy zbrodni … Tylko dlatego więc „wyrażają skruchę” i „poczuwają się do winy”.

Jak wspomniałem, interesujące jest jednak to, jak bardzo odwróciły się role. To już nie tłum, biedny i sponiewierany, klęczy błagalnie przed władcą, „wielkim tego świata”, lecz „wielcy tego świata” korzą się przed tłumem, błagając o wybaczenie. Gest jest pozorny i nieszczery, to prawda, ale liczy się przecież tylko efekt końcowy, czyli przebaczenie. To, że ceną jest niemaskowane, bezczelne kłamstwo, nie ma zdaje się żadnego znaczenia dla żadnej ze stron.