Sowieckie dzieci

Rosja bolszewicka to ponury świat bezdomnych, osieroconych dzieci, gnieżdżących się na śmietnikach, żyjących z rabunku, kradzieży i prostytucji, głodujących, chorujących na trąd, nosaciznę, syfilis i szkorbut. Ich liczba sięgała w latach dwudziestych ubiegłego wieku siedmiu milionów, z czego zaledwie kilkadziesiąt tysięcy otoczono – żałośnie niedbałą, nieporadną i wręcz pogardliwą – opieką państwa. Dzieci chore lub kalekie po prostu rozstrzeliwano, zmuszając wcześniej do samodzielnego wykopania sobie rowów na zbiorowe mogiły.

Ciekawe, że ani Zinaida Gippius ani Nina Bierberowa ani słowem nie wspominają w swoich obszernych relacjach z tamtych czasów o losach sowieckich dzieciach. Obie były zresztą bezdzietne.

Julian Apostata

Kiedy w roku 361 cesarz Julian wprowadził się do pałacu w Konstantynopolu i wezwał fryzjera, pojawił się przed nim mężczyzna w stroju tak bogatym, że Julian wziął go za ministra finansów. Na pytanie, ile zarabia, fryzjer odpowiedział, że ponad dwadzieścia racji żołnierskich, tyle samo dla koni, ponadto wynagrodzenie roczne w gotówce oraz inne zasiłki. Julian natychmiast zwolnił i jego i jemu podobnych. Libaniusz wspomina, że było to ponad tysiąc „trutni”.

Univira

Kobiety, które w całym ich życiu należały tylko do jednego mężczyzny, Rzymianie zwykli byli określać słowem univira. Było to zaszczytne miano. W łacinie brakuje identycznego przymiotnika dla mężczyzn. I chyba nie tylko w łacinie.