Jakże śmieszni i żałośni jesteśmy w naszych buńczucznych pokrzykiwaniach o tym, że możemy zniszczyć naturę. W dzisiejszej prasie informacja i kilka fotografii z Wenecji, wolnej od turystów. Woda w kanale jest czysta, pojawiły się ławice ryb, zaobserwowano także kilka delfinów, powróciły łabędzie, niespodziewaną wizytę złożyła para dzików. To wszystko ma miejsce tylko po paru dniach kwarantanny … Natura nie potrzebuje więcej niż kilku sekund z jej wieczności, by zatrzeć i wymazać większość śladów po nas. Nie, nie zniszczymy natury. Kiedyś, gdy jeszcze nie czuliśmy się wszechmocni i wszechwładni, wiedzieliśmy o tym. Wiedzieliśmy, że natura jest niszczycielska i staraliśmy się nad nią, mniej czy bardziej nieporadnie, zapanować. Teraz czujemy się tak silni i niezwyciężeni, że postulujemy, by ratować naturę, objąć ją programem opieki, uchronić ją przed nami, wpisać na listę „gatunków” zagrożonych. Co za monstrualna próżność! Tym bardziej, że nieuzasadniona. Nie zniszczymy natury. Powinniśmy raczej poświęcić wszystkie nasze siły, naszą niemal boską przebiegłość, by ją ujarzmić, nauczyć się nią sterować i nagiąć do naszych celów i potrzeb. Jeżeli oznacza to niszczenie natury, niszczmy ją, bowiem w przeciwnym wypadku ona nas – prędzej czy później – zniszczy. Przyroda niszczy swoje twory. Zawsze. Dzisiaj właśnie demonstruje nam, jak dziecinnie łatwo może to uczynić.