Na granicy Polski z Białorusią trwa wojna, podstępna i bezlitosna. Tysiące osób, specjalnie w tym celu sprowadzonych, starają się nielegalnie wedrzeć do naszego kraju. Służby ochrony pogranicza i żołnierze robią wszystko, by temu zapobiec, by powstrzymać ten napór. Usiłują uchronić nasz kraj przed anarchią. Gdy napastnicy są zbyt agresywni, żołnierze oddają strzały ostrzegawcze, jak to miało miejsce w Dubiczach Cerkiewnych. Trzem polskim żołnierzom, którzy w obronie granic oddali strzały ostrzegawcze w stronę napastników, postawiono zarzuty przekroczenia uprawnień. Prokuratura oskarżyła ich o narażenie życia i zdrowia człowieka. Zostali zawieszeni w czynnościach służbowych, a postawione im zarzuty przewidują do trzech lat więzienia za narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Żołnierzy przewieziono do aresztu w kajdankach, niczym zwykłych przestępców.
Należałoby w tym miejscu zapytać, co stało się z naszym rozumem. Byłoby to jednak pytanie retoryczne – rozum był zawsze towarem deficytowym, a obecnie staje się równie rzadki jak nosorożec jawajski. Jeżeli aresztujemy obrońców naszych granic i litujemy się nad napastnikami, można też pytać o zdrowy rozsądek, ale i to pytanie nie odnosi się już do niczego konkretnego. To „zwierzę” jest równie rzadkie. I nie łudźmy się – entuzjaści świata bez granic propagują utopię. Granice były i będą, a jeżeli my jednostronnie je zniesiemy, przyjdzie nam prędzej czy później żyć w cudzych granicach, granicach, które wyznaczą dla nas inni.