Agni to w indyjskiej mitologii bóg ognia. W sanskrycie słowo to oznacza „ogień”, jest pokrewne z łacińskim słowem „ignis” i rosyjskim „ogon”. To wyjaśnienie jest potrzebne, abyś zrozumiała sekwencje o których chcę opowiedzieć.
Pierwsza scena ma miejsce dzisiaj rano, mniej więcej szósta dwadzieścia, gdy jestem w drodze do pracy. Spostrzegam na płocie graniczącym z siedzibą straży pożarnej wypisany sprayem napis, napis bardzo niezdarny i niedbały, i odczytuję go jako agni. Zastanawiam się, czy ktoś wiedział, co znaczy to słowo czy też jest to tylko przypadek, po prostu czyjeś bazgroły, jakich widuje się obecnie tak wiele. Scena druga rozgrywa się już kilkadziesiąt metrów dalej. Po przejściu esplanady Kungsgatan, nadjeżdża naprzeciwko mnie samochód osobowy i ze zdziwieniem widzę, że ma rejestrację AGN 131. Jedzie bardzo wolno, mam czas, by przyjrzeć się rejestracji dokładnie, nie ma żadnej pomyłki. Jaki śmieszny przypadek, myślę. Niespełna pięć minut później jestem na skrzyżowaniu Amiralsgatan z Föreningsgatan. I tu mamy scenę trzecią. Na przejściu dla pieszych, po przeciwnej stronie, pojawia się jakaś kobieta ubrana w długi, ciemny płaszcz z kapturem. Gdy mijamy się w połowie przejścia spostrzegam kątem oka, że czyni gest, jakby chciała zatrzymać się. Odwracam się i wtedy słyszę swoje imię. Po chwili poznaję ją. Pracowaliśmy kiedyś razem, ale dawno temu i nie widziałem jej od tamtego czasu. Zamieniamy kilka pośpiesznych i zdawkowych słów, miło, do zobaczenia, i każde z nas idzie w swoją stronę. Wędrując usiłuję przypomnieć sobie jej imię. Nie udaje mi się to mimo wysiłków. Myślę, nieważne, pewnie i tak nie spotkamy się już nigdy. Ale kilkadziesiąt metrów dalej, na wysokości sklepu z artykułami do produkcji domowego wina, nagle przypominam sobie jej imię. Agneta. Miała na imię Agneta. Zauważ: Agn-eta. Trzy razy to samo słowo, rdzeń oznaczający ogien, i to w wielu językach, po godzinie szóstej rano, na przestrzeni kilkuset metrów. Jak myślisz? Ile w tym przypadku?