Narrenschiff

Nasza kultura stworzyła wiele metaforycznych niezwykłości. W tym miejscu przychodzi mi na myśl słowo Narrenschiff, statek szaleńców, statek głupców, przy czym nie jest to bezpośrednia aluzja do słynnego obrazu Hieronima Boscha lub poematu Sebastiana Branta (wydanego w 1494 roku), który opowiada o podróży głupców ku Naragoni, ich ziemi obiecanej. Jest to motyw wielu dzieł. Ale ja mam na myśli prawdziwe narrenschiff, prawdziwe statki szaleńców, które w średniowieczu pływały rzekami doliny Renu w kierunku Belgii lub żeglowały w górę Renu, w stronę Jury i Bensanon. Wiele miast XV-wiecznych Niemiec izolowało obłąkanych właśnie w więzieniach na statkach rzecznych. Te pływające azyle nazywano Narrenschiffs. Spełniały one podwójną rolę. Po pierwsze, przekazanie szalonego żeglarzom dawało gwarancje, że nie będzie on już grasował w obrębie murów miejskich. Po drugie, uważano wówczas, że obłąkani tracili swoje dusze dosłownie i statki szaleńców stawały się w ten sposób łodziami pielgrzymów, które przewoziły „szaleńców poszukujących swego rozumu”. Te rzeczywiste statki są jednak w jakiś sposób dla naszego umysłu nierealne i bardziej wydają się przynależeć do świata wyobraźni.

Baronowa de Sévigné

„Tak sobie wyobrażam czyściec. Wyobraź sobie strumień wody gorącej nad wszelkie pojęcie, który spada coraz to na którąś to z biednych części twego ciała” – tak opisuje swoją przygodę wzięcia gorącego prysznica w roku 1676 Maria de Rabutin-Chantal, słynna baronowa de Sévigné, zwana markizą de Sévigné, francuska arystokratka, znana w historii literatury jako autorka kilkuset listów adresowanych do córki.

Tintin uniewinniony

Oskarżenie przeciwko komiksowi „Tintin w Kongo” wniósł przed kilku laty Bienvenu Mbutu, kongijczyk zamieszkały w Belgii. Mbutu nauczył się pewnego dnia czytać i ambitnie przystąpił do lektury komiksu (stworzonego zresztą w latach 30-tych zeszłego wieku). Po wyczerpującym zapoznaniu się z tą „powieścią”, pałając oburzeniem, postanowił postawić Tintina przed sądem. Uznał, że komiks jest rasistowski, bowiem jego zdaniem przedstawia Afrykanów jako czarnych przygłupów z grubymi wargami i wyłupiastymi oczami. Dzielny kongijczyk Mbutu. Nie sposób było nie przyznać mu racji: Afrykanie nie są ani głupi ani – przede wszystkim – czarni, wargi mają cieńkie jak ostrza żyletek, a oczy mniejsze od guzików od rozporka i zawsze dyskretnie osadzone w głębi oczodołów.

Nie śledziłem potem tej sprawy będąc niemal przekonany, że Tintin zostanie skazany na wieloletnie więzienie, a w najlepszym wypadku na zapłacenie wielomilionowej grzywny. Wczoraj, przez przypadek, znalazłem informację o uniewinnieniu Tintina od zarzutu rasizmu. Sąd apelacyjny w Brukseli uznał ostatecznie, że Tintin jest niewinny, a Hergè uniknie ekshumacji. Czyżby jednak jakieś resztki zdrowego rozsądku przetrwały w naszej poprawnie sklerotycznej Europie?