Tintin uniewinniony

Oskarżenie przeciwko komiksowi „Tintin w Kongo” wniósł przed kilku laty Bienvenu Mbutu, kongijczyk zamieszkały w Belgii. Mbutu nauczył się pewnego dnia czytać i ambitnie przystąpił do lektury komiksu (stworzonego zresztą w latach 30-tych zeszłego wieku). Po wyczerpującym zapoznaniu się z tą „powieścią”, pałając oburzeniem, postanowił postawić Tintina przed sądem. Uznał, że komiks jest rasistowski, bowiem jego zdaniem przedstawia Afrykanów jako czarnych przygłupów z grubymi wargami i wyłupiastymi oczami. Dzielny kongijczyk Mbutu. Nie sposób było nie przyznać mu racji: Afrykanie nie są ani głupi ani – przede wszystkim – czarni, wargi mają cieńkie jak ostrza żyletek, a oczy mniejsze od guzików od rozporka i zawsze dyskretnie osadzone w głębi oczodołów.

Nie śledziłem potem tej sprawy będąc niemal przekonany, że Tintin zostanie skazany na wieloletnie więzienie, a w najlepszym wypadku na zapłacenie wielomilionowej grzywny. Wczoraj, przez przypadek, znalazłem informację o uniewinnieniu Tintina od zarzutu rasizmu. Sąd apelacyjny w Brukseli uznał ostatecznie, że Tintin jest niewinny, a Hergè uniknie ekshumacji. Czyżby jednak jakieś resztki zdrowego rozsądku przetrwały w naszej poprawnie sklerotycznej Europie?