Nie ma sztuki tam, gdzie nie ma żadnego dystansu między tym, kto patrzy, a tym, na co patrzy.
Dzień: 2018-09-12
Historia zegarków
Po Ostatecznym Zwycięstwie całkiem zlikwidowano Czas. Czas był już niepotrzebny. Czas był zbędny. Czas już tylko przeszkadzał. Podpowiadał jakieś jutro, jakieś potem, jakieś tam kiedyś, stwarzał nadzieje, faworyzował oczekiwania, promował bierność podczas gdy po Ostatecznym Zwycięstwie osiągnięto wreszcie idealne Teraz. Aby zrobić z tym porządek wprowadzono więc Plan Odchodzenia od Czasu i chociaż nie bez bólu i nie bez tragedii to w końcu udało się wyeliminować to ponure, bezlitosne i okrutne pojęcie. Pokonaliśmy Czas. Słowo całkowicie znikło nie tylko z codziennej mowy, ale wymazano je także ze słowników i encyklopedii. Ten sam los podzieliły wszystkie inne słowa, związane z czasem lub choćby takie, które sugerowały jego istnienie. Zdarzenia, które rozegrały się przed Ostatecznym Zwycięstwem uporządkowano nie według następstw, lecz według ich hierarchii i zasług dla Ostatecznego Zwycięstwa. Zlikwidowano wszystkie zegary, nawet wodne i słoneczne, a zegarmistrzów przeszkolono w nowych, pożytecznych zawodach.
W mojej rodzinie zegarmistrzostwo było starą i pieczołowicie podtrzymywaną tradycją. Mój ojciec był geologiem, ale mój dziad, pradziad i prapradziad byli świetnymi i cenionymi zegarmistrzami. O tym jednak dowiedziałem się stosunkowo późno, gdy miałem już prawie piętnaście punktów Zwycięstwa. Opowiedział mi o tym w zaufaniu brat mego ojca. Żył on w odosobnieniu, z moim ojcem prawie nie utrzymywał kontaktów i tylko szczęśliwy traf zrządził, że zdołałem go poznać. Okazał się być mądrym człowiekiem, zaprzyjaźniłem się z nim szybko i on też zaczął darzyć mnie sympatią. To od niego dowiedziałem się o historii mojej rodziny, o czasie, sposobach jego mierzenia, o zegarkach i sztuce zegarmistrzowskiej. Potem okazało się, że zdołał przechować jeden egzemplarz zegarka. Nigdy nie zapomnę tej chwili, gdy mi go pokazał. Zegarek był piękniejszy niż wszystko, co dotychczas widziałem, piękniejszy nawet od zachodów słońca nad morzem i rosy na trawie w letni poranek. Nie wiem, jak udało mu się ocalić ten zegarek, nigdy mi o tym nie opowiedział, ale musiało to być heroicznie trudne i niebezpieczne. Brygady tropicieli zegarków pracowały metodycznie, bezlitośnie, dokładnie i bezwzględnie. Podobno składały się głównie z kobiet, one były najzdolniejszymi tropicielami, a ich spostrzegawczości i intuicji niewiele mogło umknąć. Karą za ukrywanie zegarków, choćby najmniejszych, zawsze była śmierć i nie było od tego żadnego odwołania. A jednak wujkowi udała się ta sztuka. Zegarek był złoty, piękny i misterny. Budził mój podziw i zachwyt.
Możliwe, że na jego widok ożyła we mnie krew moich przodków. Zakochałem się w nim, w jego cichym tykaniu, w precyzji jego wskazówek, w fosforyzującym blacie z oznaczeniem godzin, w doskonałości jego mechanizmu, zdolnego okiełzać coś tak wszechmocnego i niepojętego jak czas. Odwiedzałem wuja aż do jego śmierci, ale zawsze starannie maskując moje wizyty. Było to konieczne, bo z jakichś powodów wujek znajdował się wciąż na jakimś indeksie i uważano, że stanowi zagrożenie dla szczęśliwości naszego szczęśliwego bezczasu. Dość, że odwiedzałem go, kiedy tylko mogłem i nauczyłem się o zegarkach wszystkiego, co on sam wiedział i co mógł mi przekazać. Po jego śmierci wydobyłem ze skrytki ostatni zegarek świata.
Kosztowało mnie wiele ostrożności, zabiegów i wysiłków, i bardzo wiele pracy, ale pewnego dnia, w pewien piątek o godzinie trzeciej dwadzieścia siedem skonstruowałem mój własny pierwszy zegarek. Nie, nie był jeszcze tak piękny jak zegarek wujka, ale i tak byłem z niego bezgranicznie dumny. Potem przyszły inne, piękniejsze i doskonalsze. Wysyłałem je pocztą do co znaczniejszych postaci i osobistości. I panowała cisza. Nikt nie przyznawał się do niczego, nikt nie wspominał o moich przesyłkach, ale wiedziałem, że ciche jeszcze tykanie zegarków, moich zegarków coraz głośniej, coraz wyraźniej będzie podgryzało i niszczyło nasz zatrzymany świat, jego iluzje i kłamstwa, jego zbrodnie i nierzeczywistość. Już wtedy wiedziałem, że Czas znów zwycięży …
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.