Dawno zauważyłem tę prawidłowość. Mianowicie, że zawsze, gdy mam do rozwiązania trudny problem, siedzę ze skrzyżowanymi ramionami. Podobno ma to nawet jakieś naukowe uzasadnienie, jak niemal wszystko obecnie. W tej pozycji mamy lepiej radzić sobie z trudnymi zadaniami, rośnie nasza wytrwałość, a w efekcie szansa rozwiązania dylematu. Całkiem tak, jakby postawa ta była sygnałem dla mózgu, by maksymalnie przyłożył się do pracy nad skomplikowanym problemem. W moim przypadku tak jest. Siedząc ze skrzyżowanymi ramionami, myślę sprawniej.
Dzień: 2018-09-18
Strzępy 5
Dzisiejszy wiosenny poranek przypomina mi inny. Dochodziła godzina dziewiąta, szeroka esplanada prowadziła nas wtedy ku Wzgórzu Izoldy. Szron leżał jeszcze na trawnikach, ławkach i jezdniach, ale słońce świeciło już silnie i w tych miejscach, gdzie nie docierał chłodnawy podmuch wiatru, w zaciszu, promienie grzały prawie jak latem. Wszystko było wyraźne i kontrastowe – granica słońca, granica cienia. Lekka, sinawa mgiełka unosiła się w powietrzu, nasycając je wilgocią i nostalgią, przeczuciem lata, południa, które zatrze kontrasty, połączy światło i cień, miłość i nienawiść. Jaskrawość ścian budynków, rozbłyski szyb samochodów i okien, rażąca biel okiennic po słonecznej stronie ulic. Tutaj ludzie szli wolniej, nieśpiesznie, sennie, w rozpiętych płaszczach. Przeciwnie po cienistej stronie. Tam ruch był mniejszy i szybszy, oddech zastygał jeszcze w obłokach pary. Niebo było wysokie, bladoniebieskie, tylko gdzieniegdzie wątłe, postrzępione kłębki zabłąkanych chmurek. Taki poranek jesienią różni się od wiosennego głównie zapachami. Są wówczas ostrzejsze i silniejsze. Butwiejące liście, jesienne kwiaty, wszystkie przyprawy lata. Wiosna ma mniej zapachów, powietrze jest czystsze, mniej nasycone, dziewicze.
Dzisiejszy poranek przypomina mi tamten, ale wówczas słyszałam odległe bicie dzwonów i jego głos, niski, pieszczotliwy, gdy opowiadał mi o naszej kruchej wieczności, a teraz słyszę docierające gdzieś znad zatoki jęki okrętowych syren i wiem, że tam, gdzieś daleko, wciąż jeszcze wisi w powietrzu gęsta, skłębiona mgła …
Toca
Kościół to instytucja, która zbudowała swoją potęgę na donosicielstwie, zwłaszcza na donosicielstwie spowiedzi, ale nie unikała też innych, bardziej radykalnych rozwiązań. Jednym z nich była Toca, zwana również torturą wodną. Stosowana ją Inkwizycja m.in. we Francji, Hiszpanii i Niemczech. Jej zasady, pieczołowicie opracowane przez samego Torquemadę, przewidywały, że podczas jednej sesji można użyć nie więcej niż osiem litrów wody. Najpierw przywiązywano torturowanego do deski, rozciągając go zarazem. Następnie wpychano mu do ust lniane płótno. Gdy szło to opornie, wlewano wodę. Dusił się, co zmuszało go do połykania wody wraz z kawałkiem materiału. Wreszcie, gdy wystawał już tylko kilkucentymetrowy fragment materiału, kat gwałtownym ruchem wyrywał go z żołądka ofiary. Łatwo sobie wyobrazić, jaki ból musiało to sprawiać. Miłosierne jest królestwo boże.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.