Faruk I

W przebogatej galerii błaznów na tronach w żadnym razie nie powinno zabraknąć miejsca dla władcy z przydomkiem Żołądek z głową. Mam nadzieję, że jeżeli takowa kiedyś powstanie, to znajdzie się w niej choćby skromny kącik dla Faruka I, z łaski Boga Króla Egiptu i Sudanu, Suwerena Nubii, Kordofanu i Darfuru. Nie należał do grona najbardziej ekscentrycznych czy najbardziej krwiożerczych pomazańców bożych, jakich nosiła nasza planeta, ale mimo tego, a może właśnie dlatego, zasługuje na uwagę – był postacią operetkowo-wodewilową, co niestety wśród królów i kacyków nie zdarza się wystarczająco często. Zwykle są śmiertelnie ponurzy i bez reszty zajęci uprawianiem kultu swojej własnej osoby. Faruk I na szczęście do takich nie należał. Raczej marzył o tym, by w sztuce pożyczania rzeczy, które przynależą do innych ludzi, stać się równie zdolnym jak pewien baśniowy złodziej z Bagdadu. Podobno pobierał nawet lekcje u jakiegoś mistrza tego fachu, którego wcześniej w tym celu uwolnił z więzienia. Okazał się zresztą pojętnym uczniem – jedną z  jego ofiar był Winston Churchill, którego Faruk zaprosił kiedyś na kolację. Podczas posiłku gość odkrył nagle, że zaginął jego kieszonkowy zegarek. Co gorsza, nie był to jakiś zwykły zegarek kieszonkowy. Była to cenna pamiątka rodzinna. Królowa Anna podarowała ten zegarek jego przodkowi, Johnowi Churchillowi, pierwszemu księciu Marlborough. Po gorączkowych poszukiwaniach, ogólnym oburzeniu i powstałym zamieszaniu król Farouk, który siedział obok Churchilla, oddał go w końcu właścicielowi twierdząc, że go „znalazł”. Odnotowano przy tym, że uczynił to nad wyraz niechętnie.

Faruk I, jak przystało na operetkowego króla, kolekcjonował czerwone samochody, diamenty, etui na żyletki, pocztówki pornograficzne, porcelanowe nocniki oraz pracowicie uganiał się za każdą spódnicą, totalnie ignorując nudne sprawy rządowe. Pod jego rządami Egipt sromotnie przegrał wojnę z Izraelem i awansował do miana najbardziej skorumpowanej monarchii na świecie. Lecz główną pasją Faruka było i pozostało jedzenie: uprawiał ją od najwcześniejszych lat życia i to ona ostatecznie uwolniła go od wszystkich udręk i pokus doczesności. Jego życie  zakończyło się 18 marca 1965 roku przy restauracyjnym stole. Miał wówczas 45 lat, ważył 150 kilogramów i podobno zdążył tego dnia skonsumować 7 kurczaków, ostrygi w ostrym sosie, kilka pieczonych ziemniaków, pół tuzina eklerów, cały tort Sachera tudzież popić to kilkoma filiżankami cappuccino i dwiema butelkami wina. Po pokonaniu tych gargantuicznych ilości pożywienia były król – bo w tym czasie już po abdykacji – uraczył się wybornym cygarem i w tej samej chwili doznał zawału serca. Ciało Faruka I przewieziono do Kairu i pochowano w meczecie al-Rifai, obok wielu nudnych i ponurych egipskich monarchów i perskich szachów z dynastii Pahlavi. Myślę, że to niesprawiedliwe – człowiek, który miał tak znaczne zasługi w demaskowaniu i karykaturowaniu funkcji zwanej bycie królem, powinien był spocząć w jakiś zacniejszym i weselszym towarzystwie.