Wizja zero

Komisja Europejska startuje projekt „Wizja zero”. Jego założeniem jest zmniejszenie liczby wypadków samochodowych i ofiar śmiertelnych. Zakłada się, że do 2030 roku ma to obniżyć liczbę śmiertelnych wypadków w krajach UE o połowę, a do 2050 roku nawet do zera (sic!). Pomińmy absurd wizji zerowej. Dopóki człowiek żyje, porusza się i korzysta ze środków komunikacji, wypadków nie da się uniknąć, można je jedynie minimalizować. Interesujące jest to w tej nowej europejskiej wizji, że zmiany przepisów unijnych będą dotyczyć głównie seniorów i mają obowiązywać już od 1 stycznia 2024 roku. Zgodnie z założeniami tych zmian kierowcy powyżej 65 lat mieliby otrzymywać prawo jazdy ważne tylko na okres 5 lat. Możliwe jednak, że będą musieli wymienić je częściej, a także spełnić dodatkowe wymogi, bowiem jedna z proponowanych zmian zakłada, że kierowcy po 65 roku życia, chcąc przedłużyć ważność prawa jazdy, zmuszeni będą odbyć nie tylko testy zdrowotne, ale i obowiązkowe badania psychologiczne. I testom tym mieliby być poddawani co 2 lata, a  osoby powyżej 75 lat nawet co roku. Dla tej ostatniej grupy proponuje się także specjalne „kursy odświeżające”.

Motywacja jest niby jednoznaczna – chodzi przecież o bezpieczeństwo na drogach. Statystyki udowadniają jednoznacznie, że za zdecydowaną większością wypadków stoją lekkomyślność i brawura młodych i początkujących kierowców. W Polsce jest to grubo ponad 16 % wszystkich wypadków, podczas gdy liczba wypadków spowodowanych przez osoby starsze wynosi tymczasem nieco powyżej 4%. Podobne cyfry pojawiają się również w statystykach szwedzkich, sprawdziłem to skwapliwie, a tymczasem statystyki unijne utrzymują, że wypadki spowodowane przez seniorów są prawie równie częste.

Mam wrażenie, że ktoś w tym towarzystwie kłamie. Jeżeli bowiem za większością wypadków drogowych w całej Europie stoją ludzie młodzi, co nie podlega dyskusji, ale oni nie będą poddani żadnym restrykcjom, to z jakiego powodu restrykcje te mają objąć grupę ludzi, którzy dalecy są od rekordów w tej ponurej statystyce? Zastanówmy się, czy na pewno jest to kwestia „bezpieczeństwa” na drogach? Czy nie chodzi tu przypadkiem o coś całkiem innego? Coś znacznie mniej szlachetnego niż to, co próbuje się nam zasugerować?