Od wielu lat kupujemy wodę mineralną o nazwie Loka. To szwedzka woda ze źródła położonego w miejscowości Bergslagen. Odpowiada nam jej delikatnie słonawy smak, a nawet opakowanie, małe, zgrabne butelki o pojemności 330 ml. Ostatnio jednak budzą moją irytację. Nakrętek nie da się bowiem zdjąć całkowicie, trzymają się butelki niczym przyspawane, trzeba je zdzierać, odrywać od butelki siłą, co niemal w każdym przypadku kończy się małą katastrofą – wylaniem sobie wody na ubranie, czasem na jego newralgiczne partie, na elegancko zastawiony stół czy, w najlepszym razie, na podłogę. Prawie nie sposób pozbyć się tych mocno przyspawanych nakrętek nie używając jakichś ostrych, militarnych narzędzi. A jest to konieczność, bowiem picie wody z butelki, z korkiem o ostrych brzegach, pląsającym w dzikim tańcu św. Wita gdzieś w okolicy naszych nozdrzy czy gałek ocznych, może skończyć się poważnym uszkodzeniem tych organów. Przez pewien czas byłem przekonany, że Loka ma jakieś problemy z taśmą produkcyjną, na przykład popsute maszyny spawające korek z szyjką butelki, takie tam rzeczy. Jednak od kilku tygodni jestem w Polsce i ze zdumieniem konstatuję, że również polskie firmy, zajmujące się produkcją wód mineralnych, mają identyczne problemy. Nakrętki trzymają się butelki niczym topielec brzytwy, oddzielenie ich jest za każdym razem równoznaczne z gwałtem, a kiedy już jakimś cudem tego dokonamy, z takim trudem zdobyta woda przestaje gasić pragnienie. Co wyżej może jedynie przygasić nieco naszą złość.
Wczoraj dowiedziałem się, że nie jest to powodem ogólnoeuropejskiej awarii maszyn u producentów wód. Jest to efekt kolejnej decyzji etatowych szaleńców z Unii Europejskiej, którzy, by udowodnić, że uczciwie zarabiają ogromne pensje, wpadli na pomysł zmodyfikowania przepisów dotyczących przyczepiania nakrętek do butelek. Nowe przepisy nakazują, by nakrętki pozostawały przy butelkach, co ma skutecznie zmniejszyć ilość plastiku w oceanach, morzach i w glebie. Znaczy to, że ludzie w całym cywilizowanym świecie, czyli na pozostałych kontynentach, będą odkręcali korki i zanieczyszczali nimi nasze „europejskie oceany”, a my, stosując milionowe nakłady, by zmodernizować lub całkowicie wymienić maszyny, będziemy ranić sobie ostrymi nakrętkami nasze spojówki, rogówki i tęczówki. Poważnie zastanawiam się, czy nie był to przypadkiem pomysł jakiegoś, zasiadającego w europejskim parlamencie, psychopaty okulisty.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.