Miasto

W foyer hotelu zauważyłem, że moja paczka papierosów jest już niemal pusta. W recepcji powiedziano mi, że nie prowadzą sprzedaży tytoniu, ale dokładnie naprzeciwko hotelu, po drugiej stronie ulicy, znajduje się doskonale zaopatrzony butik z papierosami. I tak było. Znalazłem tam nawet moje ulubione Morleye. Opuszczając sklep, zastygłem ze zdziwienia. Mój hotel, który znajdował się w odległości nie większej niż kilkadziesiąt metrów, po prostu zniknął. Powinien być przed moimi oczyma, ale go nie było. Wyparował, zniknął bez śladu, rozpłynął się w powietrzu. Przez chwilę rozważałem, czy jestem przy zdrowych zmysłach, czy zostałem przeniesiony w czasie, czy może straciłem wzrok i to, co widzę to fantasmagoria, złudny wytwór mego mózgu, który rozpaczliwie szuka jakiegoś pocieszenia … Hotelu w każdym bądź razie nie było. Stałem przez moment całkiem osłupiały i bezradny, a potem wróciłem nieśmiało do sklepiku. Mężczyzna za ladą nie okazał zdziwienia, nie okazał zdziwienia nawet wtedy, gdy zapytałem go ostrożnie, czy nie wie może przypadkiem, gdzie podział się ten hotel, który jeszcze chwilę temu znajdował się dokładnie naprzeciwko jego lokalu. Uśmiechnął się wyrozumiale.

– Kiedy pan tu wrócił – powiedział – pomyślałem od razu, że jest pan przyjezdny. My zawsze rozpoznajemy przyjezdnych. Najwyraźniej nie powiedziano panu, że nasze miasto jest nieco dziwne, jeśli można to tak określić. Ono, mianowicie, ma tendencję do tego, by nieustannie zmieniać formę. Naturalnie, są takie okresy, choć stosunkowo krótkie, gdy pozostaje takie samo, ale trwa to dwa, trzy dni, czasem kilkanaście godzin. Starzy mieszkańcy twierdzą, że kiedyś potrafiło być stałe nawet przez tydzień, a rekordem, dumnie zapisanym nawet w głównej sali Ratusza, jest okres dokładnie trzech tygodni, gdy miasto nie zmieniło się ani na trochę. Podobno niektórzy uwierzyli wtedy, że to już zawsze tak będzie. Ale to było bardzo, bardzo dawno temu i od tamtego wydarzenia nic podobnego nie powtórzyło się już nigdy. Można nawet powiedzieć, że tempo zmian jest coraz szybsze w ostatnich latach. Teraz miasto zmienia się nawet kilka razy dziennie i, ukończywszy pracę, nie zawsze wiem, ile czasu zabierze mi dotarcie do domu, kiedy zdołam go odszukać, chociaż opanowałem tę sztukę całkiem nieźle i zwykle nie mam większych problemów. Nie mogę jednak powiedzieć, by Miasto nie zaskakiwało mnie czasem. O tak! zaskakuje, wciąż zaskakuje, zdarza się, że muszę nagłowić się porządnie, zanim rozwiążę zagadkę.  A ileż razy zmarnowałem całe noce na daremnych poszukiwaniach ! Pamiętam, że kiedyś przez trzy kolejne noce nie mogłem dotrzeć do domu i byłem już bliski histerii. Pomógł mi, całkiem nieoczekiwanie, jeden z moich sąsiadów, który spotkał mnie nad ranem, gdy wyszedł na spacer ze swoim psem. Okazało się potem, że cały czas byłem tuż, tuż, ale wie pan, w panice wszystko wygląda inaczej. Ten sam problem mamy z dotarciem rano do pracy, na przykład ja do mego sklepu, choć w poranki miasto nie zmienia się tak często. Pewnie nie zdążył pan jeszcze zauważyć, że zlikwidowaliśmy nawet tabliczki z godzinami otwarcia, ale tak jest wygodniej, bo nie zawsze człowiek zdąży na czas. Tyle że my, stali mieszkańcy, radzimy sobie jakoś. Wiemy, że te zmiany, przesunięcia czy odkształcenia mają jednak pewne stałe reguły, prawidłowości, i dzięki temu na przykład w przypadku pańskiego hotelu zgaduję, że musiał przesunąć się kilka, a może nawet kilkanaście ulic na prawo, na pewno nie na lewo, lecz właśnie na prawo, choć nie jest wykluczone, że mógł też przemieścić się nieco w głąb. W obu przypadkach dystans nie powinien być duży i jeśli uda się pan teraz na prawo, co wyżej kilkaset metrów, sądzę, że znajdzie go pan bez większego trudu. Gdybym jednak nie miał racji, niech pan wróci tutaj, w to samo miejsce i stąd uda się następnie w głąb, tylko kilka ulic, nie więcej, choć mógłbym się założyć, że nie będzie to konieczne …

cdn.