Gdyby nie pewność, że autorami Photoshopa są bracia Thomas i John Knoll, należałoby powiedzieć, że stworzyli go Sowieci. To oni, niemal natychmiast po zagarnięciu władzy, zaczęli stosować ich własny „Photoshop”. Gdy jakiś bolszewicki działacz stawał się wrogiem ludu, a zdarzało się to częściej niż często, sprawa wcale nie kończyła się jakimś banalnym aktem rozstrzelania odstępcy. Znikał on nie tylko fizycznie. Wykreślano go także z podręczników i usuwano ze zdjęć, na których, w szczęśliwych dla niego czasach, figurował w towarzystwie upiorów typu Lenin czy Stalin. Sowieci już od początku i z upodobaniem korygowali rzeczywistość, w każdym z jej przejawów. Słynną fotografię Jewgienija Chałdeja, fotoreportera sowieckiej agencji prasowej TASS, przedstawiającą zawieszenie flagi nad Reichstagiem, znają wszyscy. Była ona wyreżyserowana. Pierwszą flagę zatknięto tam 30 kwietnia w nocy, ale Niemcy odbili Reichstag i zdjęli ją. Dopiero 2 maja Chałdej zainscenizował scenę zatknięcia flagi i wykonał serię zdjęć. Uszło jego uwadze jednak, że na ręce żołnierza, mocującego flagę, widać było aż dwa zegarki. Wyrażało to co prawda gorącą, sowiecką namiętność do „czasow”, ale ponieważ mogło budzić uzasadnione rozbawienie obserwatorów mniej zainteresowanych sztuką zegarmistrzowską, więc jeden z zegarków został dyskretnie usunięty z późniejszych wersji tej fotografii.
Fotograficzne fałszerstwa nie są nowe. Ludzie manipulowali obrazem od początku istnienia fotografii. Już Baudelaire, przy okazji Salonu 1859, zauważył, że fotografia, ten mechaniczny, demokratyczny sposób odwzorowywania świata, najprecyzyjniej wyraża gust tłumu. Uważał fotografię za medium doskonale „bezmyślne”. W naszych czasach fotografia, zapewne przez podobieństwo do rzeczywistości i gust tłumu, funkcjonuje niemalże jako materiał dowodowy. By uwierzyć w informację, żeby uwierzyć, że „tak było”, nie wystarczą już tylko słowa – musi być jeszcze „dowód” w postaci fotografii. Nie dla wszystkich, co prawda, jest to dowód. S. Sontag utrzymuje, że fotografia zaczęła zastępować rzeczywistość. „Fotografia narzuca nam pogląd, że poznamy świat, jeśli zgodzimy się, żeby wyglądał, jak na fotografii. Rozumienie zaczyna się od niezgody na świat, jaki dostrzegamy, ale szansa takiej odmowy przesądza o możliwości poznania i zagłębienia się w jego istotę. Nigdy niczego nie rozumiemy dzięki fotografii.” Według niej oznacza to definitywny koniec myślenia krytycznego, myślenia, które zakłada wątpienie. Także dla V. Flussera zgoda na Uniwersum Fotograficzne jest przejawem współczesnego analfabetyzmu: „W toku historii dominowały teksty, współcześnie dominują obrazy. Analfabeta nie jest już, jak wcześniej, wykluczony z kultury zaszyfrowanej w tekstach, tylko jest prawie całkowicie zanurzony w kulturze zaszyfrowanej w obrazach.”
Czy istotnie staliśmy się analfabetami? Chyba tak. Przyjrzyjmy się dwóm przykładom. Pierwszy z nich to bardzo znana fotografia autorstwa Eddie Adamsa. Powstała 1 lutego 1968 roku. Nguyen Ngoc Loana, szef proamerykańskiej południowowietnamskiej policji, który przymierza się do strzału w głowę innego mężczyzny. Zdjęcie obiegło cały świat z podobnym opisem. Przeciwnicy wojny w Wietnamie wykorzystywali ją w protestach, nie znając, i pewnie nie chcąc znać, jej historii i kontekstu. Tymczasem ofiarą szefa policji nie jest jakiś niewinny i bezbronny cywil, jak sugeruje to fotografia. Był to dowódca plutonów egzekucyjnych, oficer Vietkongu – Nguyen Van Lem. Jego oddział brał udział w Ofensywie Tet, gdy komuniści oraz partyzanci zaatakowali miasta, współpracujące z Amerykanami. W ramach ataków na cywili odbyły się czystki – śmierć poniosło około 6000 osób. Wszyscy policjanci w Sajgonie zostali postawieni w stan gotowości – zostali ściągnięci z urlopów i wezwani do komend. Szpiegom Vietkongu udało się jednak zdobyć ich adresy. Komuniści nie zastali więc policjantów w ich domach, ale wymordowali ich rodziny – kobiety i dzieci. Dowódcą jednego z plutonów egzekucyjnych był właśnie oficer Nguyen Van Lem, „ofiara” ze zdjęcia. Nie zdołał już potem uciec, ukrył się w rowie, w którym było pełno ciał członków rodzin wietnamskich policjantów, i tam został schwytany. Nguyen Ngoc Loan zobaczył wśród tych ciał żony i dzieci swoich dwóch najlepszych przyjaciół. Po doprowadzeniu dowódcy plutonu egzekucyjnego bez wahania wyciągnął rewolwer i strzelił mu w głowę. Według Konwencji Genewskiej nie zostały w tym wypadku pogwałcone prawa człowieka, bowiem ta chroni umundurowanych żołnierzy zaangażowanych w walkę z przeciwnikiem. Tymczasem Nguyen Van Lem przebrał się za cywila i mordował bezbronnych ludzi. Autor tej fotografii, Adams, szybko zorientował się, że została ona źle zinterpretowana. Na łamach magazynu „Time” wielokrotnie wyrażał żal, że wypuścił ją w świat, rujnując życie Loana i jego rodziny. Zdjęcie dalej było wykorzystywane w błędnym kontekście i nawet dzisiaj jest zwykle interpretowane w ten sam sposób.
Drugim przykładem takiej manipulacji, która „wstrząsnęła” światem, jest zdjęcie 3-letniego Syrijczyka, który utonął w morzu Egejskim, podczas przeprawy pontonem z Turcji do Grecji. Ciało Aylana Kurdi, obmywane przez morskie fale, ubrudzone w piasku, leżące na plaży natychmiast przykuło uwagę całego świata. Ale i to zdjęcie jest również manipulacją. Zostało bowiem starannie zainscenizowane. Aylan Kurdi naprawdę utonął, jednak jego ciało morze wyrzuciło zupełnie gdzie indziej. Chłopczyk został stamtąd zabrany w miejsce bardziej „fotogeniczne”, i dopiero tam wykonano tę fotografię. Jego autorką jest Nilüfer Demir. Interesujące byłoby dowiedzieć się, czy to ona brała udział w układaniu martwego dziecka tak, by lepiej wypadło w jej obiektywie.
Czy stajemy się więc analfabetami, gotowymi uwierzyć w każdą fikcję i inscenizację, jeżeli tylko „potwierdzona” jest fotografią? Tak. Jesteśmy nimi już od dawna. Każdego dnia oglądamy zdjęcia poddane głębokiemu retuszowi i nie stawiamy żadnych pytań i nic nas nie dziwi. Jeśli tabloidy nie mogą zdobyć rzeczywistych klisz ze zdarzeń, sami tworzą potrzebną kompozycję z innych zdjęć. I ma to miejsce wszędzie, w polityce, rozrywce, sądach, magazynach mody i czasopismach naukowych – żyjemy w fikcji.