Upokorzenie

Dla naszych wrogów klęska jest ważna, ale upokorzenie jest ważniejsze. Klęska to akt zamknięty w czasie. Potem życie toczy się dalej. Upokorzenie natomiast nie opuszcza nas nigdy. Upokorzenie jest na zawsze. Starorzymskie triumfy nie tyle więc miały podkreślać wagę i jakość zwycięstw, co upokorzyć pokonanych, a tym samym złamać ich i zniszczyć. Interesujące, że nikt z tych starożytnych upokorzonych nigdy już nie powrócił na deski historycznej sceny. Rzymianie byli nawet wobec nich hojni – pozwalali im dokończyć życia we względnym luksusie.

Ten sam mechanizm występuje w miłości. Tych, którzy zawiedli nasze uczucia, nie tyle chcielibyśmy zabić, co upokorzyć.

Dobre wychowanie

Stare zalecenie, by nie mówić przy jedzeniu ogłupiałe niedźwiadki biorą dzisiaj tylko i wyłącznie za kwestię typu dobre wychowanie. Czytaj: przestarzałe dobre wychowanie, a więc śmieszne, nieaktualne, bzdurne. Otóż, nie tylko. To raczej kwestia wiedzy o naszych ciałach, naszej anatomii:  podczas, gdy połykamy wejście do płuc jest blokowane przez część krtani zwaną nagłośnią, ale ten mechanizm jest daleki od doskonałości i wystarczy niefortunne zaczerpnięcie oddechu, aby udusił nas fragment jedzenia. Ta pułapka to osobliwy spadek po rybach płucodysznych, które połykały powietrze – pierwszy krok do powstania płuc. Na lądzie zwierzęta zaczęły oddychać przez nos, co umożliwiło im korzystanie z węchu, ale fragment wspólny obu układów pozostał. Na dodatek tylko u nas, u człowieka, ryzyko zadławienia się jest tak duże. Chodzi o umiejscowienie krtani. U dorosłych ludzi jest ona położona znacznie niżej niż u innych zwierząt lądowych – tylko  noworodki są wyjątkiem, bo potrafią pić mleko bez przerw na oddech. Krtań  dziecka przesuwa się w dół dopiero po trzecim miesiącu życia. Ten podatny na błędy układ ma jednak kluczową zaletę: pozwala nam na sprawne mówienie. W sumie jednak efekt jest taki, że jeden i ten sam odcinek naszego ciała służy jednocześnie do jedzenia, oddychania i mówienia.

Seneka

Życie jest bardziej skomplikowane niż to śniło się filozofom. Z całą pewnością nigdy nie pozbędziemy się tej rozkosznej pokusy, by spekulować o tym, jak właściwie należy żyć, jak powinno wyglądać mądre życie, czym powinniśmy powodować się w życiu, a życie dalej będzie kpić z naszych śmiesznych spekulacji i bezlitośnie, przy każdej sposobności, demaskować ich nicość.

Zawsze lubiłem czytać Senekę. Nie rozstaję się z jego „Myślami” prawie od trzydziestu lat, choć zdarza się, że czasem po prostu zapominam o nich. Wtedy gubią się gdzieś na przepastnych półkach biblioteczki, mija rok lub dwa, i nagle pojawiają się znów na moim biurku, pozostając na nim przez wiele miesięcy, zanim znów gdzieś się skryją. Seneka jest mądry. Spotkanie z nim jest jak spotkanie z ciszą, jak spotkanie z samym sobą. Kiedy czytam go, nie mam wątpliwości, że wiedział jak należy żyć i doskonale rozumiał, czym jest życie. Natomiast kiedy czytam o nim, zaczynam wątpić. „Potrzeby naszego ciała są skromne: domaga się ono jedynie ochrony przed zimnem, pokarmu dla zaspokojenia głodu i pragnienia. Wszystko, czego pożądamy ponadto, służy naszym wadom, a nie potrzebom rzeczywistym” – w swoich pisamach wielokrotnie wspomina o tym, że życie powinno być skromne, ale sam należał do najbogatszych ludzi tamtego czasu, zgromadził majątek oceniany na 300 milionów systercjów;  był więc antycznym miliarderem. Zarzucano mu nawet chciwość i pazerność. „Najlepsza jest taka miara majątku, żeby ani nie popaść w ubóstwo, ani od ubóstwa nie być daleko” – z fortuną 300 milionów systercjów był bardzo daleko od ubóstwa. Ale czy tylko droga Buddy jest słuszna? Czy ważne jest, by własnym życiem udowodnić swoje przekonania? Seneka nie głosił religii. „Żadne położenie nie jest aż tak trudne, by przekreślało każdą możliwość szlachetnego działania” – pisze. Czy są to tylko czcze słowa, pobożne życzenia? Żył przecież na dworze Nerona, był zamieszany we wszystkie brudy i zbrodnie tego okresu. Mimo najlepszych chęci nigdy nie uwierzę, że nie miał najmniejszego pojęcia o pułapce, jaką jego wychowanek przygotował dla swojej matki, Agrypiny. Gdy uratowała się, brał zapewne udział w naradzie u Nerona, gdzie zdecydowano, by wysłać do niej morderców, którzy zatłukli ją pałkami. Wiadomo też, że to on, Seneka, był rzeczywistym autorem listu Nerona do senatu, listu z kłamliwymi wyjaśnieniami okoliczności i przyczyn jej śmierci. Czy rzeczywiście „żadne położenie nie jest tak trudne ..? Seneka współdziałał z matkobójcą, cynicznie usprawiedliwiał jego zbrodnię i mimo tego był i pozostał wielkim autorytetem moralnym, cytowanym przez dziesiątki innych filozofów i całe rzesze wszelkiej maści kaznodziejów przez całe wieki. Bezwzględnie potępiał tyranię i wychował jednego z największych tyranów. W swoich rozważaniach nigdy nie pobłaża pochlebcom, lecz sam płaszczył się przed Messaliną i wyzwoleńcami Klaudiusza. Nie krył też nigdy swojej pogardy dla ludzi, którzy stają się narzędziami przemocy, a dobrowolnie wysługiwał się Neronowi. Otaczał się zbytkiem, choć potępiał zbytek. Znana była też jego rozwiązłość, co nie przeszkadza mu nawoływać do panowania nad zmysłami.

Zapewne doskonale rozumiał, że Neron będzie chciał pozbyć się niewygodnego świadka swoich zbrodni. Dlatego próbuje wycofać się z czynnego życia, ofiarowując Neronowi cały swój majątek. Ale i to nie wystarczyło. I bez wątpienia wiedział, że to nie wystarczy. Wiedział, że nic już nie wystarczy. W 65 roku naszej ery Neron otrzymał  stosowny  pretekst – spisek Pizona. Lucius Annaeus Seneca Minor, Seneka Młodszy, retor, pisarz, poeta i filozof, otrzymał prawo,  zaszczytne prawo, by popełnić samobójstwo. Podciął sobie kilka żył.  Ze względu na poważny wiek krew z przeciętych żył wypływała bardzo powoli. Dyktuje więc skrybie ostatnie słowa, po czym zanurza się w gorących wodach łaźni. Ciepło przyspieszyło upływ krwi i zakończyło jego życie. Odszedł tak, jak głosił. Może ważne jest, by własnym życiem udowodnić to, co głosimy. Ale ilu z nas jest w stanie udowodnić to własną śmiercią?

Fernando Pessoa

Fernando Pessoa: Tak, miniemy wszyscy, minie wszystko. Nic nie zostanie z tego, który miał uczucia i rękawiczki, z tego, który mówił o śmierci i o lokalnej polityce. Tak jak to samo światło rozjaśnia twarze świętych i getry przechodnów, podobnie ten sam brak światła porzuci w ciemności to nic, które zostanie po świętych i właścicielach getrów. W wielkim zawirowaniu, które obraca bezwładnym światem jak suchymi liśćmi, królestwa są tyle samo warte co ubrania krawcowych, a kędziory jasnowłosych dzieci wirują w tym samym śmiertelnym kręgu co cesarskie berła. Wszystko jest niczym, a w przedsionku Niewidzialnego, za którego otwartymi drzwiami widać tylko zamknięte drzwi, tańczą, jak słudzy wiatru, który obraca nimi bez udziału rąk, wszystkie rzeczy małe i duże, które uformowały dla nas i w nas wyczuwalny system wszechświata. Wszystko jest mieszaniną cienia i pyłu i nie słychać żadnego odgłosu poza tym, jaki wydaje zrywający się lub pędzący wiatr, ani nie ma żadnej ciszy poza ciszą tego, co wiatr porzuci.

Pewnego dnia, po ostatecznym poznaniu rzeczy, otworzą się drugie drzwi i wszystko, czym byliśmy – śmieci gwiazd i dusz – zostanie wymiecione na zewnątrz, żeby to, co zostało, mogło się zacząć od nowa.

Kto działa

Benjamin Libet w pracy o „półsekundowym opóźnieniu” udawadnia, że elektryczny impuls inicjujący działanie pojawia się na pół sekundy przed podjęciem świadomej decyzji działania. Jesteśmy przekonani, że najpierw zastanawiamy się, jak postąpić, a następnie to czynimy. W istocie jest przeciwnie. Przez całe nasze życie źródłem naszych działań są nieświadome impulsy: mózg przygotowuje nas do podjęcia działania, a dopiero potem przeżywamy związane z nim doświadczenie.