Fujiwara no Kintō: Język jest magią i przekazuje więcej znaczeń niż wyrażają same słowa.
Dzień: 2020-05-29
Strzępy 28
Hanna była wiotkim, czternastoletnim stworzonkiem obdarzonym parą intensywnie modrych oczu, w których często i chętnie zapalały się figlarne ogniki przekory i buntu. Gdy uśmiechała się, na jej policzkach pojawiały się dwa urocze dołeczki, przydające jej twarzy wyrazu figlarności. Była późnym dzieckiem, najmłodszą z czterech sióstr. Dwie z nich były już zamężne, a trzecia – w czasie, gdy poznałem Hannę – była na drugim roku anglistyki. Wszystkie, poza Hanią, były do siebie podobne, wysokie, o mocnej budowie ciała, ciemnowłose, poważne i sumienne aż do bólu. Miały nawet podobny tembr głosu i podobne gesty, w których nigdy nie było ani cienia pośpiechu czy nerwowości, trzy antyczne Gracje, boginki rozkwitających roślin i dojrzewających owoców. Możesz łatwo domyślać się, ile budziły we mnie onieśmielenia, ale i zaciekawienia, zabarwionego zresztą szaloną dozą podziwu. Nie znałem takiego świata kobiet, a już zwłaszcza w takim natężeniu. W domu Hanny (duży, piętrowy budynek, w którym mieszkała również najstarsza z jej sióstr z mężem i córkami) wszystko pachniało kobiecością oraz … migdałami. Tajemnicę tego zapachu odkryłem znacznie później. Wszystkie trzy Gracje, jak i ich matka, ujmująca, życzliwa pani, po której Hania odziedziczyła ten fascynujący kolor oczu, używały perfum Chanel No 5, który zawiera aldehyd benzoesowy, pachnący jak gorzkie migdały. Ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem i byłem absolutnie pewien, że to z powodu migdałowego ciasta, grzesznie smacznego zresztą, którym kilka razy zostałem w tym domu poczęstowany. Ale zacznijmy od tego, że to Hanna mnie wybrała. Któregoś dnia, po szkole, podeszła do mnie na ulicy i patrząc na mnie spod przymrużonych powiek powiedziała, że od dzisiaj zostaję jej chłopakiem, bo tak zdecydowała przedwczoraj, a do moich obowiązków – jednego z wielu, choć o pozostałych poinformuje mnie w swoim czasie – należy odprowadzanie jej do domu po lekcjach. Z natychmiastowym trybem wykonawczym, żeby nie było nieporozumień. Nie pamiętam mojej riposty, jeżeli w ogóle jakaś była, bo Hania, po tej arbitralnej nominacji, postanowiła od razu zapoznać mnie z sobą samą i szczegółowo wyjaśniła, co lubi, czego nie lubi, co sprawia jej przyjemność, jakie kolory i kwiaty są jej ulubionymi i o tysiącu podobnych „ważnych spraw”, których – jak powiedziała – i tak nie zapamiętasz, ale nie martw się, bo będę ci przypominała. Przed domem kazała mi się pochylić, pocałowała mnie w policzek i oświadczyła, że jutro wszystkie dziewczyny w szkole dowiedzą się (a zwłaszcza Justyna), że jestem jej i lepiej dla nich będzie, jeżeli będą o tym pamiętały …
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.