Aksjomat prof. Bralczyka

Mój znajomy ma przyjaciela. Wyprowadza swego przyjaciela na spacer co najmniej trzy razy dziennie i wtedy jego przyjaciel obsikuje większość napotkanych na drodze drzew i murów tudzież załatwia inne potrzeby naturalne. Mój znajomy skrzętnie usuwa te „potrzeby”, bo – jak mawia – nie można przecież pozwolić na to, by ludzie poruszający się tymi samymi ścieżkami „brodzili w odchodach”. Mój znajomy obsługuje swego przyjaciela jak sumienny służący i ostatnio jest do żywego oburzony słowami profesora Bralczyka, który sugeruje, że jego przyjaciel nie umrze lecz zdechnie, gdy zakończy swój żywot.

Ja też mam przyjaciela. Jest to człowiek, którego znam od wielu lat i wiem, że zawsze mogę na niego liczyć. Spotykamy się czasem, idziemy wtedy na piwo czy kieliszek czegoś mocniejszego, rozmawiamy o polityce lub kobietach, choć ostatnio – pewnie ze względu na wiek – częściej o chorobach niż o kobietach. Mój przyjaciel nie obsikuje drzew ani murów i nie załatwia się na ścieżkach spacerowych, nie muszę go też obsługiwać ani niczego po nim usuwać.

Konia z rzędem temu, kto zgadnie w którym przypadku jest mowa o przyjaźni.

John Eldredge

John Eldredge, „Dzikie serce, tęsknoty męskiej duszy”: „Skąd bierze się tyle samotnych kobiet, tyle dzieci wychowujących się bez ojców, tak niewielu prawdziwych mężczyzn?Świat zapełniony jest karykaturami męskości. Jak to się dzieje, że mężczyźni, zaglądając do swoich serc, nie odkrywają niczego mężnego, niebezpiecznego, a znajdują głównie gniew, żądzę i strach? Większość mężczyzn prowadzi życie w cichej rozpaczy. Są albo bierni, albo gwałtowni. Realne życie przeciętnego mężczyzny wydaje się odległe o cały kosmos od pragnień jego serca. Nie stacza żadnej bitwy, chyba że mamy na myśli uliczne korki, narady, kłótnie czy rachunki. Tęskni za Piękną, ale bez swojego dzikiego i namiętnego serca nie potrafi jej znaleźć, walczyć o nią ani jej zatrzymać. Choć czuje do kobiety silny pociąg, nie wie, jak o nią walczyć, ani że w ogóle ma o nią walczyć. Nie ryzykujemy, nie walczymy i nie ratujemy Ewy. Naprawdę jesteśmy jak drewniane kołki”.