Rzeczywistość

Vladimir Nabokov zdefiniował kiedyś rzeczywistość jako „stopniowe gromadzenie informacji i specjalizację”. To trafna definicja. Nasza własna rzeczywistość, nawet gdy jest chaotyczna i nerwowa, jest jednak stała i pewna. Mamy o niej całe bogactwo różnych informacji. Jesteśmy w niej „wyspecjalizowani”. Wiemy, co zawiera, jakie nosi cechy, jak jest urządzona, znamy jej miejsca jakościowo różne, położenie przedmiotów i ich wzajemne relacje, wiemy, które z jej elementów są powtarzalne i cykliczne, które immanentne i niezmienne, łatwo rozpoznajemy przypadkowe, znamy ścieżki i skróty, znamy całą geografię i topografię naszej rzeczywistości. Funkcjonujemy w niej w sposób celowy, zrutynizowany, ergonomiczny. Wychodząc z domu i zamykając drzwi, przekręcając klucz w zamku, nie myślimy o tej czynności i nie zastanawiamy się, jak należy to uczynić. Zmierzając do sklepu na zakupy lub ulubionej kawiarni wybieramy drogę najkrótszą lub taką, którą z jakichś powodów lubimy. Rzeczywistość w której żyjemy jest skatologowana i posegregowana – jeżeli czegoś nie możemy w niej znaleźć to tylko dlatego, że nie odłożyliśmy tego na stałe miejsce, a jeżeli czegoś nie rozumiemy, to zwykle dlatego, że jest to jakiś nowy jej mechanizm. Znamy dźwięki i zapachy naszej rzeczywistości, wiemy, co jest nasze i co jest obce. Wiemy, gdzie znajdują się jej kamienie milowe, znamy jej granice.

Rzeczywistość w podróży jest płynna. Jest obca. Jest niestała. Jedynym pewnym punktem jest nasze ciało. Możemy odnieść się tylko do niego. Ono jest wtedy naszym axis mundi, środkiem świata, miejscem, gdzie spotykają się wczoraj, dziś i jutro. Reszta jest tajemnicą. W podróży musimy więc wciąż i wciąż na nowo, niekiedy każdego dnia, identyfikować i określać kierunki świata, zapoznawać się z topografią terenu, odkrywać ulice, nowe ścieżki, przejścia, pamiętać, gdzie położyliśmy klucze od pokoju, gdzie odłożyliśmy nasz telefon czy zegarek, zgadywać, jaki zapach ma mydło leżące na umywalce, jaki jest kolor prześcieradła w łóżku, jak działa wymyślna armatura w łazience, potykać się o inaczej rozmieszczone meble, oswajać ich kształt, zaprzyjaźniać się z ich wyglądem. W pierwszych dniach podróży postrzegamy zwykle tylko ułamek nowej rzeczywistości. Niby widzimy wszystko, a jednak nie widzimy. Rzeczy kryją się przed nami, znikają, czasem ze zdziwieniem odnajdujemy je potem na fotografiach z naszych wojaży. I nie możemy pojąć, jak mogliśmy je przeoczyć. Ale gdy cały czas jesteśmy w ruchu, w innej rzeczywistości, nasz mózg rejestruje głównie to, co niezbędne i konieczne do naszego przetrwania w tym miejscu. Nie utrwala zbędnych szczegółów, nie odnotowuje ani zjawisk ani przedmiotów, ani ich wzajemnych korelacji, jeśli nie są one wystarczająco relewantne. W podróży jesteśmy nigdzie. I wszędzie. Czasem roztapiamy się w tym i wtedy przestajemy istnieć.

Alexis de Tocqueville

Sàndor Màrai komentując lekturę Tocqueville: „Dobrze wiedział, że pisarz nie odgrywa żadnej roli w społeczeństwie demokratycznym, jest niewygodnym świadkiem tam, gdzie większość nie pragnie niczego innego poza możliwie łatwo osiągalnym i pozbawionym ograniczeń dobrobytem. Pisarz odgrywa rolę tylko w społeczeństwie „arystokratycznym” gdzie przemawia do niewielu tak samo wykształconych jak on sam”.

Dokładnie tak.

Gdzie żyjemy

Żyjemy w świecie, który zwariował i domaga się, by jego szaleństwo uznać za normę. Nie tak dawno, pamiętam te czasy doskonale, gwałtownie protestowano przeciw Ameryce, która wspierała bandyckie dyktatury. Dziś tłumy wylegają na ulice i place, by palić amerykańską flagę i protestować przeciw Ameryce, bowiem obala bezwzględnych i krwawych dyktatorów. Jeszcze nie tak dawno żaden poważny wydawca, zwłaszcza poważnych pism, nie zgodziłby się na publikacje artykułów opartych na wątpliwych źródłach, nie mówiąc już o publikacjach ujawniających tajemnice państwowe. Dziś nikt nie ma takich oporów, a autorzy sensacyjnych opowiastek otrzymują Nagrodę Pulitzera i uchodzą za sumienie ludzkości. Przed więzieniami, gdzie czekają na stracenie notoryczni mordercy, urządza się demonstracje w ich obronie i kręci się filmy przedstawiając ich jako godne naszego współczucia ofiary społeczeństwa. A już szczególną troskę, niemal matczyną miłość okazuje się dziś wszelkiej maści terrorystom, którzy bez mrugnięcia okiem podrzynają gardła niewiernym i dokumentują to na taśmach wideo. Ileż hałasu, protestów i artykułów na temat ich bezprawnego przetrzymywania na Guantanamo. Wypuścić te niewinne baranki, niech nam podrzynają gardła dalej, a ci, których to tym razem ominie, będą mogli obejrzeć kolejne odcinki puszczane przez Al-Jazira. Cały Zachód krzyczy „mea culpa”za kilka rysunków satyrycznych o Mahomecie, figurze śmiesznej i karykaturalnej, a jednocześnie staje w obronie pseudoartystów, których wulgarne „dzieła” bezczyszczą symbole chrześcijańskie i jeszcze bardziej bohatersko milczy, gdy w pewnych nowoislamskich krajach zrównuje się z ziemią kościoły oraz prześladuje chrześcian. Wydajemy wręcz astronomiczne pieniądze na ochronę różnych politycznych i gospodarczych zjazdów przed antyglobalistami czy przed klinikami, gdzie wykonuje się aborcje lub laboratoriami farmaceutycznymi, gdzie fanatyczni ekoterrorści nawołują do zabijania ludzi w imię wyzwolenia od cierpień biednych małych króliczków i równie biedne szczury. Nieśmiałe interwencje policji kończą się tym, że policjanci stają w roli oskarżonych. Podczas zamieszek w Goteborgu antyglobaliści, a raczej bandy zwykłych huliganów spowodowali zniszczenia szacowane w dziesiątki milionów, to samo miało obecnie miejsce w w tym roku w Niemczech. Jedyne o czym prasa nasza dzielna, bezstronna prasa informowała wtedy i co nieśmiało raczyła podkreślić dzisiaj to „brutalność policji” – nie było bodaj ani jednego wyraźnego słowa potępienia bandytów i chuliganów, ani cienia przygany w mediach.

Człowiek, który stara się zachować zdrowy rozsądek, czuje się coraz częściej niczym kierowca, który zauważa nagle i nie bez zgrozy, że z ulic poznikały wszystkie znaki drogowe. Każdy jedzie, jak chce i najwyraźniej uważa, że jego sposób jazdy jest tym, który powinien obowiązywać wszystkich. Ale może chodzi o totalną dezorientację? Przecież na naszych oczach pisana jest na nowo cała historia naszej cywilizacji. Tyle, że dziś już nie pisze się jej z punktu widzenia zdobywców (którymi byliśmy), zdobywców dumnych ze swojej przeszłości, lecz z punktu widzenia karzełków, przegranych, nieudaczników, straceńców, frustratów, słabeuszy i tchórzy. Wczorajsze autorytety, jakiekolwiek one były, zastąpiono ludźmi typu Chomsky, Jane Fonda, jej mąż Tom Hayden, Sean Penn, George Clooney, herosi Idola, Madonna, David Beckham i czołowa postać ze światka celebrities czyli Paris Hilton. Na straży tego procesu stoi cała armia zawodowych kontestatorów, którzy gardząc faktami i prawdą, czerpią z tego procederu profity.