Ostatnie dziesięciolecia przyniosły zaskakujący zwrot części ideowej lewicy w stosunku do nauki, a przede wszystkim do biologii. Lewicowcy, niegdyś dumnie podkreślający ”naukowość” swojej doktryny, dziś stali się mocno podejrzliwi wobec nauki i akurat to łatwo jest zrozumieć – koncepcja człowieka jako istoty genetycznie zdeterminowanej zdecydowanie kłóci się z marksistowską wizją istoty ludzkiej będącej w całości produktem abstrakcyjnych stosunków społeczno-politycznych. Nawet więc ta część lewicy, która zdecydowanie odcina się od marksistowskiej ortodoksji, dostrzega w postępach ewolucyjnej psychologii poważną groźbę. Genetyczny determinizm podważa ich ufność w powodzenie prób poprawy świata za pomocą środków politycznych i ekonomicznych. Lewica jest więc zdecydowanie wroga wobec psychologii ewolucyjnej, choć w istocie powinno być przeciwnie: czyż tezie o możliwości samodoskonalenia nie powinno raczej towarzyszyszyć przekonanie o osobistej odpowiedzialności jednostki za swoje czyny? Tymczasem to prawica jest mniej wyrozumiała wobec naszych grzechów. Lewicowcy pobłażliwiej traktują indywidualne słabości, bowiem w ich przekonaniu sporą część winy za to ponosi społeczeństwo. I mamy, łagodnie mówiąc, paradoks. Lewica, sama skłonna do przesadnej wiary w determinizm kulturowy, zarzuca prawicy niebezpieczną skłonność do determinizmu genetycznego.