Praktykujemy wiele życiowych postaw, ale w każdej z nich przejawia się ten sam dualizm: są ludzie, którzy stawiają sobie wysokie wymagania, akceptując obowiązki i narażając się na trudy bez względu na to, czemu się oddają i są tacy, którzy nie stawiają sobie żadnych wymagań, ludzie dla których żyć znaczy pozostawać dokładnie takimi, jakimi są, bez chęci czy woli samodoskonalenia się, ludzie bezwolnie unoszeni przez życie. Tę prawidłowość zauważyli już starożytni Hindusi. W buddyzmie istnieją więc dwie drogi, którymi można kroczyć przez życie: mahajana i hinajana, czy – innymi słowy – Wielki wóz oraz Mały wóz, przy czym określenie Mały wóz jest zamaskowanym eufemizmem, bo słowo hina znaczy tyle co gorszy, niższy. Hindusi pragną jednak uniknąć wartościowań, zapewniają więc grzecznie, choć obłudnie, że na wozie życia jest miejsce dla każdego i w gruncie rzeczy nie ma znaczenia z którym „wozem” je zwiążemy, wozem maksymalnych czy minimalnych wymagań wobec siebie, bo każda postawa może być hołdem wobec życia, jeżeli żyje się przykładnie i pobożnie. Chrześcijaństwo też nie jest inne w tym względzie, w niebie jest miejsce dla wszystkich, nawet dla grzeszników. Zrozumiałe – wielkie religie, jeśli chcą być wielkie nie mogą stawiać zbyt wysokich wymagań, nie mogą być elitarne. Elitarne są tylko sekty. Wszystkie wielkie religie gorliwie propagują hinajanę, czyli przeciętność, bo to tam jest ich elektorat.