Troska o jutro

Możliwe, że nasza ustawiczna troska o jutro jest ponurym dziedzictwem pochodzącym z zamierzchłych czasów rewolucji agrarnej. Pierwotny zbieracz-myśliwy nie troszczył się o jutro. Żył w dzisiaj, żył niczym zenistyczny mnich. Jutro mogło przyjść albo nie przyjść, mógł upolować jelenia, mamuta, zająca lub zadowolić się jedynie jagodami czy owocami. Myśliwy-zbieracz żył w naturze, żył z natury, lecz nie inwestował w nią w żaden sposób. Potem przyszła rewolucja agrarna i zenistyczny zbieracz-myśliwy, beztroskie i wolne dziecko natury, przeistoczył się w rolnika. Jako rolnik stał się także inwestorem, czyli kimś, kto wkłada surowiec i swoją ciężką pracę w przyszły plon. Ale plon nigdy nie był pewny, mogło zdarzyć się wiele rzeczy, od ulewnych deszczy, długotrwałych suszy, aż po huragany i powodzie. Inwestycja rolnika jest inwestycją wysokiego ryzyka. To agrarna ruletka. Rolnik zawsze myślał z trwogą o przyszłości, ale też i nigdy nie mógł być pewien, co mu jutro przyniesie. Dzisiaj nie uprawiamy już ziemi, nie inwestujemy w ziarno, wiadomości o pogodzie oglądamy tylko po to, by wiedzieć, co jutro na siebie założyć, ale ciągła troska o jutro przetrwała u większości z nas prawie w pierwotnej formie – wciąż boimy się jutrzejszego dnia, boimy się tego, co przyniesie i wciąż powtarzamy, że jutro jest zawsze niepewne, chociaż owo jutro nigdy jeszcze nie było tak pewne jak dzisiaj.

Sukces ewolucyjny

W Australii na 20 milionów ludzi przypada ponad 90 milionów owiec, a Nowa Zelandia to 4,5 miliona przedstawicieli homo sapiens i 50 milionów owiec. Jest to niewątpliwie sukces ewolucyjny … owiec. Ale nic nie odbywa się za darmo. W stanie naturalnym owce żyją powyżej 12 lat, ale w hodowli zwykle nie są trzymane dłużej niż do 6 roku życia. Za sukces ewolucyjny zawsze się płaci, w ten czy inny sposób. Bez względu na to, czy jest się owcą czy człowiekiem.