Zamach na fundamenty

M. powiedziała dzisiaj rano, że nareszcie cichnie nieco cała ta bardzo niedorzeczna wrzawa związana z incydentem w Gdańsku. Otóż, wcale nie cichnie, przeniosła się jedynie piętro wyżej. Polska prasa podała właśnie informację, że żona byłego prezydenta Gdańska,  jego córka, a nawet szwagier, pojawili się w Brukseli. Zdjęcie z tego spotkania osobiście wrzucił do sieci przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Antonio Tajani. Z polskiej strony wzięli w nim udział Magdalena Adamowicz, jej córka Antonina, brat byłego prezydenta Gdańska, Piotr Adamowicz, oraz europoseł Platformy Obywatelskiej, Janusz Lewandowski. „Najbliższa rodzina Pawła Adamowicza jest dzisiaj z nami, w samym sercu Europy” – poinformował po polsku na Twitterze Tajani – „My Europejczycy nie możemy pozwolić na tak tragiczne w skutkach akty agresji i przemocy. Musimy być zjednoczeni i konsekwentni w walce przeciwko zamachom na fundamenty europejskiego społeczeństwa”.

Stefan W., zabójca Adamowicza, awansował więc tym samym na polskiego bin Ladena, który dokonał zamachu na „fundamenty europejskiego społeczeństwa”. Dziwne, że Tajani nie używa takich określeń w stosunku do islamskich terrorystów i nie słyszałem jeszcze, by zaprosił do Brukseli rodziny ich ofiar. Ale może czegoś nie wiem? Może Parlament Europejski od dzisiaj będzie przyjmował i honorował wszystkie rodziny, które w wyniku pospolitych morderstw czy zabójstw utraciły swoich najbliższych? Jeżeli tak, to brawo, nareszcie będą mieli jakieś adekwatne do ich pensji zajęcia.

Język

Język szwedzki słyszę uszami. Przekaz, czasem wyraźny, czasem zniekształcony, dociera do moich uszu przynosząc suchą, konkretną informację. Szwedzki jest dla mnie językiem bez wspomnień. Język polski słyszę natomiast całym ciałem. Jest pełen wspomnień. Ma więc inną akustykę. Ma też echo.

Prawa obywatela smrodnika

Niekiedy chciałbyś przeżyć coś estetycznego. Ubrać się elegancko, udać się do eleganckiej restauracji, zjeść coś wykwintnego, być dyskretnie i sprawnie obsłużonym, znaleźć się wśród ludzi, którzy przyszli tu z takim samym zamiarem jak ty, powodowani tym samym pragnieniem. I nagle przy stoliku obok ciebie zasiada jakiś typowy smrodnik, śmierdzący piwniczną wilgocią, w rozdeptanych, brudnych, sportowych butach, tłustych od brudu dżinsach i cuchnącej, flanelowej koszuli, rozchełstanej na piersiach po pępek. Po chwili smrodnik wydobywa z kieszeni telefon komórkowy i rechotliwym, bełkoczącym głosem zaczyna podawać swoje współrzędne geograficzne jakiemuś innemu smrodnikowi. I już wiesz, że nie przeżyjesz niczego estetycznego. I wiesz też, co gorsza, że nie ma takiego miejsca, takiego klubu czy restauracji, które mogłyby zakazać smrodnikowi wstępu lub odważyłaby się go wyprosić. I wiesz też, że on także o tym wie.