Mózg

Mam wrażenie, że postęp i wynalazki ostatnich dziesięcioleci, a zwłaszcza coraz doskonalsze i szybsze komputery, zdają się utwierdzać nas w przekonaniu, że i nasze mózgi są czymś w rodzaju biologicznego cudu o nadzwyczajnej mocy i nieograniczonych możliwościach. W każdym bądź razie nigdy przedtem człowiek nie zachwycał się mózgiem tak otwarcie i tak bałwochwalczo. Pojawiła się nawet zuchwała myśl, obecnie już dość powszechna i niechętnie kwestionowana, że wykorzystujemy jedynie 10 % jego zasobów, że jest on czymś w rodzaju olbrzymiego twardego dysku, który tylko czeka, abyśmy zechcieli go przebudzić, a kiedy to już nastąpi – przy czym zależy to tylko od naszej woli i chęci – wtedy zdołamy wszystko pojąć i wszystko spowodować, łącznie z podróżami międzygalaktycznymi, lekarstwem na raka i formułą na nieśmiertelność. Mówiąc inaczej, nasza pyszałkowatość pozwala nam sądzić, że nasze mózgi wyewoluowały głównie jako instrumenty do jak najdokładniejszego poznania świata i odkrywania obiektywnych prawd, które nim rządzą, że jest to ich prymarne i naczelne zadanie.

Uważam, że jest to jeden z najzabawniejszych mitów, jakie kiedykolwiek zdołaliśmy sobie zafundować w naszej krótkiej i burzliwej historii. Nasz żałośnie prymitywny mózg, którego podstawową funkcją jest buchalteryjne szacowanie stosunku ponoszonych nakładów do korzyści, jakie mogą przynieść, czyli przetrwanie w środowisku i – w najlepszym razie – pozostawienie po sobie potomstwa, urósł nagle do rangi super ostrego skalpela, którym możemy dokonać precyzyjnej wiwisekcji wszystkich tajemnic wszechświata. Cudowne!

A tymczasem ten galaretowaty gigant poci się i krzyczy ze strachu: jeżeli jesteś zmuszony, by koncentrować się na czymś dłużej niż kilka minut; gdy próbujesz znaleźć słowa, które zdołają dokładnie opisać to, co odczuwasz lub choćby to, co widzisz; gdy z jakichś niezrozumiałych powodów, zwykle na wskutek chwilowego szaleństwa, wpadniesz na pomysł, by spłodzić powiedzmy nowelę czy powieść lub pogrążyć się w innej formie twórczości, która wymaga intelektualnego wysiłku; gdy jesteś zmuszony, by korzystać z niego dłużej niż kilka godziny bez przerwy, etc. Wtedy, jeżeli nie jesteś kompletnie zakłamany, musisz przyznać, że mózg nie cierpi myśleć, brzydzi się myśleniem, nienawidzi myślenia, i godzi się na myślenie tylko w takich sytuacjach, gdy nie ma już innego wyjścia, gdy myślenie staje się jedyną deską ratunku. Osobiście nie dziwię się i nie potępiam go za to. Nasz mózg nadaje się do myślenia w takim samym stopniu, jak kleszcze kowalskie do wyrywania zębów – co znaczy, że nie jest to całkiem niemożliwe, ale może być i zwykle jest bardzo, bardzo bolesne.  

Same old story

Jakób Gieysztor, uczestnik Powstania Styczniowego, aresztowany przez Moskali 31 lipca 1863 roku, skazany na 12 lat ciężkich robót w Usolu. Dopiero w 1872 roku zezwolono mu na powrót do kraju. Autor obszernych pamiętników z lat 1857-1865. Poniżej fragment z tzw. etapów w drodze do wygnania: „Tłoczyliśmy się literalnie, ciasnota, zaduch, gorąco, drzwi się nie odmykają, pod żadnym pretekstem wyjść nie można. Tak samo z nami mieszczą się dzieci i kobiety… wśród tej hałastry… miotającej obelgi, połajanki, zaczerpnięte ze słownika rosyjskiego, tak obfitego w tej gałęzi. … Niech czytelnik przeniesie się raz tylko na jedna godzinę do takiej etapowej izby, niech słyszy obok śpiewu wrzawę, orgję zbójów, a tu w ścisku, w zabijającym smrodzie, w brudzie, miljonami owadów otoczone, razem z nami te dzieci, te kobiety, a pojmie… I tak podróżowały młode, wykształcone niewiasty, które rzucały rodziny, często wielkopańskie dostatki, by osłodzić życie swym mężom i spełnić obowiązki żon i Polek.”