Vasari

Vasari także wspomina o niemal nabożnym stosunku antycznych Greków do malarstwa. Uważali oni malarstwo za dziedzinę absolutnie wyjątkową i zaszczytną, zarezerwowaną wyłącznie dla ludzi z arystokracji. Istniał nawet zakaz na mocy którego niewolników nie wolno było uczyć rysunku lub malarstwa.

                                                                         ***

Anegdota o malarzu Zeuksisie. Podobno tak dobrze namalował postać chłopca niosącego winne grono, że do obrazu zlatywały się ptaki. Zeuksis jednak wcale nie był zadowolony. Słusznie twierdził, że gdyby chłopiec był tak dobrze namalowany jak winne grono, ptaki powinny były bać się go.

                                                                        ***

Inna anegdota o Apellesie, bodaj największym malarzu starożytnej Grecji, i Protogenesie, zdolnym, ale mniej znanym malarzu z Rodos. Apelles, gdy zawitał pewnego razu na Rodos, postanowił odwiedzić Protogenesa. Nie zastał go w domu. Zostawił jednak na obrazie w pracowni gospodarza rodzaj swojej wizytówki w postaci „linii o zdumiewającej delikatności”. Protogenes, powróciwszy do domu i ujrzawszy tę linię, odgadł bez trudu, że mógł ją zrobić jedynie Apelles. Nad tą linią więc, tylko innym kolorem, namalował jeszcze delikatniejszą linię. Niestety, rozminęli się i następnego dnia, a Apelles, ujrzawszy tę nową linię, nieco zły, że został pokonany, trzecim kolorem „wyciągnął długą linię przez środek, nie zostawiając miejsca dla jakiejkolwiek delikatności”. Vasari zapewnia, że ten obraz, bez jakichkolwiek w nim zmian, przetrwał długi czas i jako cenne dzieło został przywieziony do Rzymu, gdzie ozdabiał pałac imperatorów. „Wszystko, co tam było widoczne, nie było niczym innym, jak tylko owe tak delikatne linie, że ledwo je można było spostrzec. Pośród innych cennych obrazów uważany był za dzieło niezwykłe.” Był to więc zapewne pierwszy w dziejach obraz abstrakcyjny.

                                                                     ***

Ostatnim obrazem Apellesa, którego podjął się na zamówienie mieszkańców Kos, był obraz przedstawiający Afrodytę. Nie ukończył go. Zanim zmarł, zdołał namalować tylko „oblicze i górną część tułowia”. Nikt nie odważył się kontynuować jego pracy.

Zasada dobrego smaku

Powtarzalność życia jest nieznośna. Przeżywszy czterdzieści, pięćdziesiąt lat docieramy do granicy poza którą, jeżeli potrafimy być szczerzy wobec samych siebie, niewiele już jest w stanie nas zadziwić czy zaskoczyć. Niewiele też jest w stanie nas wzruszyć, a jeżeli „wzruszamy się” jeszcze, to nie dlatego, że czujemy się wzruszeni, lecz z szacunku dla nas samych. Przeżywszy czterdzieści, pięćdziesiąt lat spostrzegamy, że staliśmy się więźniami tych samych, powtarzalnych i wciąż powracających, uczuć i odczuć, wrażeń i gestów, myśli i snów.

Wtedy ważna staje arystokratyczna zasada dobrego smaku, forma i styl. I dopiero wtedy odkrywamy, że styl jest ważniejszy niż zasady moralne, a wrażliwość estetyczna może być ważniejsza niż przyzwoitość etyczna. Dopiero wtedy zaczynamy pojmować, że forma i styl są ukrytymi aspektami wolności.

Strzępy 11

Nic a nic nie zrozumiałeś, miły. Była to tylko próba, próba głównie dla mnie, moich do ciebie uczuć. Chciałam wiedzieć, czy i jak bardzo jesteś mi potrzebny, bo jeśli nie, to nie byłoby mi trudno odejść od ciebie, a łatwość odejścia pozwoliłaby mi bez oporów iść do ciebie. Nie rozumiem jak ty, ze wszystkich ludzi na świecie, mogłeś tego nie zauważyć. A może nie chciałeś …?

Bergasse

Henry Bergasse „Podzwonne dla Rzymu”: Mieszkali w zbytkownych willach, wzniesionych na łonie natury, wyposażonych w termy, posągi, biblioteki, cieszyli się towarzystwem sąsiadów wybitnych i wykształconych. Te oazy spokoju i kultury, ostatnie schronienie hellenizującego pogaństwa, długo jeszcze przetrwają po najazdach barbarzyńców. Wysepki ocalałe z katastrofy, żyjące własnym życiem, z własnych zasobów, posiadające przedstawicieli wszystkich zawodów, stają się zarodkiem villae z epoki Merowingów oraz zamków panów feudalnych.

To bezczynne życie toczyło się beztrosko w niewielkim gronie przyjaciół, wśród uczt, roztrząsania najsubtelniejszych problemów i estetycznego rozkoszowania się urokami przyrody. Z gimnastyką myśli łączyło się uprawianie sportów: polowanie, jazda konna, łucznictwo, pływanie. (Czyż Sydoniusz nie chwalił się swoją pływalnią zawierającą 170 000 litrów przejrzystej, perfumowanej wody?). Zimne i gorące kąpiele, przejażdżki po rzekach, wycieczki po opieką strażników chroniących przed włóczęgami, miłe wizyty u sąsiadów – wszystko to z ogromnym bogactwem szczegółów opisuje poeta Sydoniusz Apollinaris. Ludzie czynu – jak Ammianus Marcellinus – potępiali bez ogródek lenistwo tych wyrafinowanych i dumnych patrycjuszy, „pyszniących się liczbą niewolników, wielkością powozów, elegancją postawy” i „kupujących spokój fiskalny dzięki potajemnym transakcjom finansowym”. Troszczyli się jedynie o odsunięcie się od teraźniejszości, o zamknięcie się w towarzyskim kręgu, bez kontaktu z nędzą ludu, z pobliskimi ruinami, z wrzawą barbarzyńskiego żołdactwa o natłuszczonych czuprynach, „woniejącego zjełczałą oliwą”.