„Bridgertonowie” to nowy serial Netflixa. Część bohaterów z brytyjskich klas wyższych, w tym królowa Zofia Charlotta, żona króla Jerzego III, ma w nim ciemną skórę. Twórcy utrzymują, że nie było to spowodowane chęcią zastosowania tak dziś modnej idei color-blindness, która ma działać na rzecz zniesienia rasowych uprzedzeń przy dobieraniu obsady lecz, że starali się wyobrazić sobie historię i świat takimi, jakimi chcieliśmy je widzieć. Życzenie, by historię i świat widzieć takimi, jakimi chciałoby się je widzieć, nie da się nawet zaliczyć do pobożnych – to niebezpieczne fałszerstwo, weryfikacja przeszłości kierowana poprawnością polityczną i naiwnym prezentyzmem. Czyżby twórcom tej szmiry zabrakło wyobraźni, by wymyśleć jakąś kostiumową fantazję, zamiast podszywać się pod historię? Czarne arystokratki i czarna królowa (nota bene: niemiecka księżniczka Maklemburgii-Strelitz, której ojcem był książę Karol Ludwik Fryderyk, a matką Elżbieta z Saksonii-Hildburghausen) na angielskim dworze królewskim w połowie XIX wieku?! Ale pewnie jakiś kretyn i tak w to uwierzy. The most dangerous untruths are truths moderately distorted – jak mawiano niegdyś w Anglii.