James Whiting Pennebaker to profesor psychologii, który w latach osiemdziesiątych przeprowadził szereg doświadczeń, które wykazały, że pisanie, sam akt pisania, ma bardzo pozytywny wpływ na układ odpornościowy człowieka, mogąc być skutecznym elementem terapii w leczeniu różnych traum, a nawet chronicznych chorób. Późniejsze jego badania jednoznacznie potwierdziły fakt, że „pisanie o traumie pozwala piszącym uzewnętrznić wydarzenie, a tym samym oderwać się od tego doświadczenia„, że ma to nie tylko dobroczynny wpływ na odporność psychiczną, ale w wielu wypadkach może też wzmacniać układ immunologiczny. Podobno u wielu osób z diagnozą zaburzeń depresyjnych, rutynowe angażowanie się w pisanie znacznie zmniejsza objawy depresji. Pisząc jesteśmy w stanie uwolnić się od tego, co nas obciąża; pisząc oswajamy zło, które nas spotkało, z niepojętego sacrum przekształcając je w profanum.
Nie jest to w żadnym razie nowość. Michel de Montaigne już kilka wieków wcześniej uważał, że regularne pisanie pomaga mu zmniejszyć ból nerki, jego udrękę przez wiele lat. Najstarszą i bodaj najszerzej praktykowaną formą terapii poprzez pisanie jest prowadzenie osobistego dziennika lub pamiętnika. Jest to, abstrahując od wielu innych zalet, najbardziej skuteczny sposób na powstrzymanie powracających wciąż niespokojnych myśli, które potrafią dopadać i gnębić każdego z nas. Kathleen Adams, znana antropolożka, twierdzi, że poprzez akt pisania jesteśmy w stanie „dosłownie czytać swój własny umysł„, a więc tym wyraźniej postrzegać swoje doświadczenia i odczuwać ulgę w napięciu.
Terapeutyczne notatki prowadzili już starożytni. Termin hypomnemata oznaczał wszelkiego rodzaju notatki, refleksje i obserwacje. Mogły to być cytaty, fragmenty prac, aforyzmy czy przykłady. Hypomnemata nie były jednak zapisami typu pamiętnikowego. Były to głównie notatki dotyczące lektur, rozmów, zasłyszanych opowieści, drobnych refleksji praktycznie na każdy temat. Co ciekawe, powtórne ich odczytywanie miało służyć medytacji.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.