Urodził się w lutym 1633 w Londynie, zmarł w maju 1703, przeżył więc 70 lat. Podzieliłby los milionów innych ludzi, którzy rodzą się i umierają, i w kilka czy kilkanaście lat po ich zgonie nikt już ich nie pamięta i nikt nie wie, że kiedykolwiek istnieli. Podzieliłby los wszystkich tych po których jedynym dowodem ich egzystencji jest cmentarny nagrobek, zanim i on nie osunie się i zapadnie w ziemię lub nie zostanie zniszczony, by dać miejsce innym, tak samo kruchym, świadectwom istnienia. Angielski urzędnik państwowy, bibliofil i autor Dzienników, pisanych prawie codziennie przez dziewięć lat, poczynając od niedzieli pierwszego stycznia 1660 roku słowami: Chwała Bogu, pod koniec starego roku byłem w bardzo dobrym zdrowiu, bez śladu dawnej choroby, tyle jeno, żem się przeziębił. Mieszkałem cały ten rok na Axe Yard z żoną i służącą Jane i nie mając innych domowników oprócz nas trojga. Żona łudziła mnie nadzieją, że jest w odmiennym stanie, lecz ostatniego dnia roku nadzieją się rozwiała.
Czas w którym pisał swój Dziennik to okres Restauracji, czyli przywrócenia na tron angielski dynastii Stuartów– w osobie Karola II – po upadku republiki ustanowionej przez tzw. Wielką Rebelię, rewolucję z lat czterdziestych XVII wieku, której przywódcą był Oliver Cromwell, człowiek który nienawidził katolickiej Polski i gorąco namawiał Karola X Gustava by „utrącił róg (Polskę) na głowie bestii” czyli na głowie Kościoła Katolickiego. Dziennik jest zapisem stenograficznym, którego autor najprawdopodobniej nauczył się podczas swoich studiów w Cambridge, gdyż podczas spisywania pamiętników używa tego szyfru z wprawą.
Zakładał, że będzie opisywał wszystko, co wyda mu się godne uwagi: opisuje więc powrót króla Karola II i swoje umizgi do córki właściciela winiarni, przyjemność zbierania poziomek w damskim towarzystwie i egzekucję przez wieszanie i ćwiartowanie generała-majora Harrisona, plotki o księciu Yorku i wizyty w teatrze, zakup dramatu Henryk IV Szekspira i uwagi o łagodnej zimie, bo pod koniec stycznia na drogach kurz, krzaki róż puściły liście i muchy latają całkiem jak w lecie, pisze o zabiegach wokół własnej kariery i chędożeniu urodziwej żony karczmarza, o relacjach z członkami swojej rodziny, nie omieszka napisać, że jego matka bywa nieznośnie durna i głupia, o wzdęciach, które często miewa jego żona i swoich napadach zazdrości, o goleniu się przy pomocy pumeksu i uczeniu się tabliczki mnożenia, co kilka stron pojawiają się wzmianki o kochankach, o jego pożądaniach i poczuciu winy, o chuciach i zamiłowaniu do ostryg, o problemach z kamieniami w nerce, noszeniu peruki, o jego snach i chwilach rozkoszy z Betty Lane, której rączki bardzo wszetecznie zwijają się koło jego osoby. W Dziennikach jest również opis zarazy, prawdopodobnie dżumy, z roku 1665, która wybiła jedną piątą populacji miasta, około 80 tys. osób, i wiele wzmianek o pożarze z roku 1666, który choć trwał jedynie kilka dni zdołał na zawsze odmienić wygląd miasta, niszcząc prawie pięć szóstych jego powierzchni.
Co jest tak niezwykłego w tych Dziennikach? Czemu czytam je z taką przyjemnością? Ich autor żyje i pisze w XVII wieku. XVII wiek jest dla nas historią, to wojna trzydziestoletnia, powolny zmierzch Wenecji, Newton i grawitacja, okrucieństwa Aurangzeba, sprawy odlegle i anonimowe, podobne gablotom z zasuszonymi motylami. Historię można kochać, można się nią fascynować, ale jest to świat martwych już dat i wydarzeń. W takiej historii nie ma nas, nie ma miejsca dla przeciętnego człowieka. Taka historia nosi oblicza królów i bitew. Można się jej przyglądać, ale nie można do niej zejść. Zejść do historii można jedynie przez wąski pomost czyjegoś życia. I to jest właśnie to, czego nam wielkodusznie użycza Samuel Pepys, autor Dzienników, zapraszając nas do swego życia takim, jakim było niemal 400 lat temu. I nie jest w tym geście ani skąpy, ani obłudny.
Samuel Pepys był namiętnym bibliofilem. Cały swój księgozbiór liczący 3 tysiące tomów książek drukowanych, rękopisów, rycin zapisał w testamencie na rzecz Magdalen College. Miał on, zgodnie z wolą testatora, nazywać się Bibliotheca Pepysiana. Księgozbiór trafił do miejsca swojego przeznaczenia w 1724 r. Wtedy jeszcze nie wiedziano, że najważniejszą pozycją w tej bibliotece był rękopis jego Dzienników.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.