Kreujemy bogów. Wymyślamy ich, by nadać jakiś sens zagadce, którą nazywamy życiem, by wytłumaczyć dziwne lub niepokojące fenomeny natury, by scalić wydarzenia całkiem przypadkowe, lecz nade wszystko – aby pojąć irracjonalność naszych własnych czynów. Bogowie istnieją po to, by dźwigać brzemię tego, czego nie potrafimy wytłumaczyć sobie w inny sposób, jak tylko przez nadprzyrodzoną moc i nadprzyrodzoną interwencję. Ale istnienie bogów jest równie kruche jak nasze. Aby zrozumieć ten pozorny paradoks, bo tylko pozorny, wystarczy uświadomić sobie, że my możemy przeżyć śmierć bogów – co wielokrotnie już miało miejsce w naszych dziejach – lecz bogowie nie przeżyją naszej śmierci.