Dawne przekonanie głoszące, że człowiek jest miarą wszechrzeczy uznajemy dziś za przejaw straszliwej pychy naszego gatunku. Jesteśmy przekonani, że staliśmy się mądrzejsi i bardziej pokorni. Czy na pewno? Czytałem niedawno Kartę Praw Zwierząt. Zapewne po raz pierwszy w dziejach tej planety zdarza się, że jeden gatunek rości sobie prawo do przyznawania praw wszystkim innym gatunkom – bez ich wiedzy, aprobaty, konsultacji z nimi i bez ich ingerencji. Homo sapiens przyznał prawa stworzeniom, które nie mają żadnych szans, by dowiedzieć się o swoich prawach i tylko po to, aby on sam miał tych praw przestrzegać. Słusznie, że obawia się drzemiących w nim destrukcyjnych sił i stara się je jakoś ujarzmić, ale jest to jednocześnie rasowy przykład wręcz niesłychanej pogardy, monstrualnego antropocentryzmu, bowiem kryje się za tym przekonanie, że jesteśmy tak potężni i tak oświeceni, że możemy sobie pozwolić na arbitralne przyznanie praw wszystkim innym gatunkom. Jeżeli slogan człowiek jest miarą wszechrzeczy uznać za przejaw straszliwej pychy naszego gatunku, to w takim bądź razie jakim słowem można określić rozmiary naszej obecnej pychy?