Nie promuję żebractwa. Nigdy nie daję jałmużny. Kilka dni temu, idąc wieczorem przez miasto, zwróciłem uwagę na kobietę siedzącą na chodniku, pod ścianą budynku w którym (by ironia była pełna) mieścił się niegdyś bank. Było zimno, mrzył drobny, dokuczliwy deszcz. Kobieta, opatulona w jakieś stare, wytarte futro i resztki podartego śpiwora przypominała niekształtną kukłę. Na chodniku przed nią stał duży i widoczny kawałek kartonu z wyraźnym napisem: I`m hungry. Nie daję jałmużny. Poszedłem jednak do pobliskiego sklepu, kupiłem dużą bagietkę z szynką i dwa udka grillowanego kurczaka. Kobieta, ujrzawszy mnie z moimi „zakupami”, zaczęła tak gwałtownie wymachiwać ramionami, jakbym zamierzał ją zaatakować. „Only money! Only money!” – wykrzyczała histerycznie. Skonsternowany wskazałem na napis, który głosił aż nadto wyraźnie, że jest głodna. Odpowiedź była ta sama: „Only money! Only money!”
Zastanawiam się, jak bardzo trzeba być głodnym, żeby móc już jeść tylko pieniądze.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.