Wyrzuty sumienia

Wyrzuty sumienia są starannie zamaskowanym przejawem masochizmu. Przyzwalamy sobie na biczowanie się nimi, oficjalnie uznając to za formą pokuty za nasze „grzechy”, ale w istocie przypominamy średniowiecznych flagelantów, tak samo jak oni znajdując przyjemność w potępianiu i karaniu samych siebie.

Zemsta

Właściwie nigdy nikomu niczego nie wybaczamy i nie darujemy. Jeżeli nie mamy możliwości, by dokonać realnego aktu zemsty, mścimy się na tych, którzy nas upokorzyli czy zlekceważyli w naszych myślach, w naszych wyobrażeniach. I tam dopiero potrafimy być okrutni!

Rumieniec

E. Cioran uważa, że „dzieci nierumieniące się za rodziców są nieodwołalnie skazane na przeciętność”. Uwaga tylko pozornie kontrowersyjna czy prowokująca. W istocie jest to beznamiętna obserwacja pewnej prawidłowości: jeżeli nie jesteśmy w stanie prześcignąć naszych rodziców, wiedzieć więcej niż oni i więcej rozumieć, jesteśmy skazani na jałowe podziwianie ich. Jest to potwierdzeniem naszej przeciętności, intelektualnej i duchowej miernoty. Jeżeli rumienimy się za naszych rodziców, znaczy, że poszliśmy dalej, że jesteśmy mądrzejsi niż oni, że widzimy ich śmieszność i nieporadność. I tak właśnie powinno być, tak jest dobrze. Każde pokolenie, wspinając się po plecach poprzednich, powinno sięgać wyżej.

Obiektywizm

E. Cioran: Obiektywizm jest znakiem wyczerpania. Krzepa wybiera i odrzuca. Tylko słabość oddaje sprawiedliwość wszystkiemu i omija to, co nieprzejednane. Eklektyzm, w jakiejkolwiek występowałby formie, świadczy o bezsilności i nijakości. 

Bogusław Wolniewicz

Profesor Bogusław Wolniewicz, kilka myśli:

„Co zaś do chrześcijańskiej pokory, to jest ona cnotą tylko wobec Boga; nie wobec ludzi. Wobec ludzi jest postawą niegodną wolnego człowieka. Tam przystoi tylko skromność – nie mylmy jej z pokorą. Pokora wobec ludzi oznacza płaszczenie się przed nimi i jest czymś wstrętnym”. 

„Nie wystarcza bowiem, że coś się za słuszne „uważa”. Trzeba jeszcze tę słuszność wykazać w sposób przekonujący dla innych. Poczucie słuszności nie stanowi miary słuszności”.

„Cywilizację Zachodu toczy od wewnątrz rak lewactwa: ci nieproszeni naprawiacze świata, występujący dzisiaj pod sztandarem tęczowym, oraz te miliony opętane manią „równości” – przedstawianej jako „sprawiedliwość społeczna”, a napędzanej zwyczajnie zawiścią. Multi-kulti to tylko jedna z metastaz tego raka. Toczy on nas, poczynając od szkolnictwa z jednej strony, po sądownictwo z drugiej”.

 

Dom

Z jakiegoś powodu nie potrafię przypomnieć sobie od jak dawna mieszkam już w tym Domu. Wydaje mi się czasem, że nie opuszczałem go nigdy, ale wiem, że to nieprawda – przybyłem tu kiedyś, jak wszyscy. Mgliście, ale pamiętam inne domy, inne krajobrazy i inne miejsca. Nie usiłuję tego zrozumieć i jest mi to obojętne. W tym Domu są również mój ojciec i moja matka, choć o tym dowiedziałem się niedawno. Wysoka kobieta bez twarzy powiedziała kiedyś, że wróciłem za późno i dodała: „Ale twój ojciec wciąż na ciebie czeka i jest bardzo niespokojny. Idź do niego”. Szczególny był ton jej głosu. Mówiła to jak ktoś, kto bardzo chce, abym uwierzył, że to, co powiedziała jest prawdą, a przynajmniej, abym zaakceptował to jako prawdę. Wskazała mi wielkie, rzeźbione drzwi, gdzie mosiężna klamka zdawała się być na poziomie mojej głowy. Za nimi, w ciemnym pokoju, na ogromnym łożu leżał mężczyzna, którego twarz była twarzą człowieka, którego niegdyś znałem. Była to spokojna i mądra twarz. Był to mój ojciec lub ktoś, kto chciał, abym był jego synem. I odtąd jest to mój ojciec. Kobieta bez twarzy jest moją matką. Spostrzegam, że są nieco smutni obawą, że któregoś dnia mogę przestać uważać ich za rodziców, że mogę przerwać tę grę, ale ja czuję, że nie zawiodę ich życzeń. Nie mogę jednak uśmierzyć ich niepokoju, nie mogę im tego powiedzieć, bo wówczas przyznałbym, że nie jestem ich synem. Ale boli mnie ich smutek. Staram się więc być dobrym synem i tylko boję się, by nie popaść w przesadę, bo wówczas stanę się nieprawdziwy i zostaniemy zdemaskowani …

Trzeci Świat

Wyobraźnia jest absolutnie najważniejszą z naszych stref erogennych. Reklama odkryła to i majstruje się przy tym obwodzie całkiem bezmyślnie i bezkarnie. Jest to nieustanne drażnienie wyobraźni, reklamowy petting, który nigdy nie przechodzi w zaspokojenie, ale drażniąc mózgi produkujemy jedynie frustratów, bowiem zwykłe życie dalekie jest od reklamowych rajów. W konfrontacji z beautiful people z oszałamiających reklam i plakatów tak czy inaczej czujemy się jak ubodzy krewni, skazani na konsumpcyjny Trzeci Świat.

Życie

Życie jest w gruncie rzeczy banalne i przeciętne. To prawda, że zawiera wszystkie skrajności, poczynając od całkowitej martwoty aż po pełną intensywność, ale właściwa temperatura życia, jak temperatura naszego ciała, jest średnia. Trzydzieści sześć sześć – wszystko, co powyżej lub poniżej tego punktu jest dopuszczalne, lecz przemijające i krótkotrwałe. Życie jest zjawiskiem stałocieplnym. Życie preferuje przeciętność.

Truman Capote

„Styl określa to, kim jesteś” – pisał T. Capote. Wiedział, że stylu nie można kupić za pieniądze, i wiedział też, że prawdziwego, wielkiego stylu, jaki cenił najbardziej, nie sposób osiągnąć nie podlewając go codziennie „wodami z głębokiej studni jakiegoś banku”. „Kiedy byłem młody, chciałem być bogaty, straszliwie, straszliwie bogaty. Moja matka po rozwodzie z ojcem wyszła za bogatego mężczyznę, ale należeli najwyżej do wyższej klasy średniej, a to jest gorsze niż bycie biednym. Bogaci ludzie z klasy średniej są pozbawieni dobrego smaku. Trzeba być albo bardzo bogatym albo bardzo biednym. W wypadku tych, którzy są pośrodku, absolutnie nie ma mowy o dobrym smaku. Posyłano mnie do kilku dobrych szkół. Nie znosiłem bogatych chłopców. Nie mieli gustu. Zawsze znałem bogatych ludzi, ale byłem w pełni świadom tego, że nie jestem bogaty”.

Robert Mugabe

Tedros Adhanom, dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), przed kilkoma dniami poinformował świat, że Robertowi Mugabe zostanie nadany honorowy tytuł ambasadora dobrej woli do spraw walki z chorobami niezakaźnymi, tak zwanymi NCDs. Motywacja: „stawia powszechne ubezpieczenia zdrowotne i promocję zdrowia w centrum swojej polityki, by zapewnić wszystkim równy dostęp do służby zdrowia”. Nie, nie jest to w żadnym razie nieporozumienie, chodzi właśnie o tego Roberta Mugabe, zbira i krwawego watażkę z Zimbabwe, człowieka, którego zachłanność doprowadziła jego własny kraj do totalnej ruiny. W Zimbabwe brakuje nie tylko szpitali, brakuje leków i wyposażenia, a personel medyczny nie otrzymuje pieniędzy za swoją pracę. Pytanie za dziesięć tysięcy dolarów: jaki kretyn w WHO wpadł na pomysł, by temu przestępcy i politycznej kreaturze przyznać honorowy tytuł ambasadora dobrej woli do spraw walki z chorobami? I podpytanie: jak to w ogóle jest możliwe? Czy w ONZ pracują już tylko i wyłącznie zielone ludziki z Jowisza i Saturna, po tygodniowym przeszkoleniu na temat naszego globu? Wygląda na to, że Światowa Organizacja Zdrowia jest bardzo, bardzo chora.